14.07 20139

Dotacje jak rak. Z przerzutami.

+++
Dotacje są jak nowotwór. Toczą gospodarkę i niszczą ją jak rak. To nic, że Bastiat już sto lat temu ośmieszał w swoich felietonach rabunek przez dotacje. Komuniści wytłumaczyli Polakom, że bez aktywnego udziału państwa gospodarka nie da sobie rady. Nikt oczywiście nie zadaje sobie trudu by pamiętać, że nie ma realnie takich bytów jak „państwo” czy „gospodarka”. Że są to tylko pojęcia, byty myślne jak uczył św. Augustyn w czwartym wieku już… Kto by się przejmował takimi augustyńskimi prawdami, jak ta, która wyjaśnia że państwo to organizacja biznesowa mająca na celu bogacenie się rządzących poprzez grabież? Ale kto by się zajmował mądrościami z IV wieku, jak można głupotami z XXI wieku?

Jeszcz raz: dotacje są jak nowotwór. I toczą nie tylko „gospodarkę”. To znaczy, nie tylko zubażają konkretnych ludzi, pozornie wzbogacając biorących. Nie będę się dziś nad tym rozwodził. Dziś zajmę się zniszczeniami jakie dotacje czynią w duszach.

Bo z perspektywy katolika najgroźniejsze dzieje się w duszy. Pieniądze zmarnowane i roztrwonione w dotacjach są wielką stratą. Ale to jest strata możliwa do odrobienia; w sprzyjających warunkach w kilka lat. Natomiast szkody wyrządzone niewłaściwym myśleniem o dotacjach blokują możliwość znalezienia drogi wyjścia z czarnej …. dziury, w którą nas wpędza chore rozumowanie.

To tak, jak z nauką choćby jeżdżenia na nartach lub pływania. Można się nauczyć pływać samemu. Jednak łatwo bez nauczyciela nabrać złych nawyków. I powiedzmy, że taka osoba po kilku latach samodzielnego jeżdżenia na nartach dochodzi do wniosku, że „teraz czas na doskonalenie jazdy”. Idzie do najlepszego instruktora, a ten… odmawia zajęcia się nią mówiąc: „W pana / pani przypadku nie ma sensu teraz podejmować nauki. Proces oduczania się złych nawyków będzie tak długotrwały, że przed emeryturą pan / pani się nie wyrobi”.

Nie wszyscy muszą być narciarzami lub pływakami. Ale większość osób chciałaby być bogata, a przynajmniej zamożna. Dużo znacie osób, które chciałyby być biedne?
I tu myślenie o dotacjach stanowi potężną barierę. Bo w dotacjach wszystko stoi na głowie!
Już pomijam, że osoby najmniej kompetentne (tego jakoś nikt nie kwestionuje) – urzędnicy, zajmują się podejmowaniem decyzji o tym, w co warto inwestować. Jest jeszcze gorzej.

Najgorszym zagrożeniem jest pokręcona hierarchia wartości. Firma, która oparta jest na dotacjach musi zbankrutować. Nie ma innego wyjścia. Życie to potwierdza. I w konsekwencji zbankrutuje zawsze, nawet jeśli tą firmą jest państwo. Niby wiele osób zdaje sobie sprawę, że każde europejskie państwo jest bankrutem (bo każda organizacja, która płaci tylko część swoich zobowiązań jest bankrutem). Ale bardzo nieliczni próbują coś z tym robić. Mam na myśli działania konstruktywne.

A branie dotacji jest destrukcyjne. Przede wszystkim dla duszy ludzkiej. Bo zaczyna wierzyć, że złe drzewo może przynieść dobry owoc. Oznacza to w prostej linii odchodzenie od Prawdy. Ludzie biorący dotacje zaczynają odchodzić od Boga. Dotyczy to również księży i zakonnice, których zakony, parafie czy diecezje zaczynają wierzyć, że poleganie na niekompetentnych grabieżcach poprawi ich sytuację. Nie poprawi, o czym świadczy spadająca liczba wierzących, spadająca liczba powołań tam, gdzie liderzy zamiast na Chrystusie zaczynają polegać na dotacjach. Nikt nie może dwom panom służyć. A biorący dotacje udają tylko, że służą klientowi. Bo tylko ten, kto płaci jest panem. Jeśli przedsiębiorca, ksiądz czy zakon biorą dotacje, muszą się przed swoim panem rozliczyć z otrzymanych pieniędzy.*
Więc albo rozliczamy się z pieniędzy przed Zbawicielem, który zapłacił za nas prawdziwym pieniądzem – własną Krwią, albo spowiadamy się przed urzędnikiem. Jak ksiądz spowiadający jest namiestnikiem Chrystusa, tak urzędnik spowiadający przedsiębiorcę (albo księdza) jest czyimś namiestnikiem. I nie da się pogodzić tych dwóch światów.

Firmy, które wzięły dotacje na „rozruch” upadają, bo nie umieją znaleźć klientów. Wyspowiadały się z wziętych od urzędników pieniędzy, ale tylko prawdziwi klienci są w stanie utrzymać firmę przez lata. Nie mówię tu o sytuacji, w której w wyniku dotacji firma obniża cenę produkowanego wyrobu poniżej cen swoich konkurentów. Bo to nie jest wtedy sprzedaż, a rozdawnictwo. I jak z każdym rozdawnictwem, ono się też kończy. Ale prawdziwych klientów zdobywa się służbą, gotowością do służenia. Jak czujny sługa budzący się na najmniejszy odgłos z pokoju pana, tak przedsiębiorca musi reagować na sygnały dawane przez klienta. A klient nie zawsze daje sygnały czytelne. Natomiast oczekuje prawdziwych usług, prawdziwych towarów. Przedsiębiorca musi te zagmatwane sygnały odebrać, odkodować i przełożyć na swoje działania. Klient nie da się nabrać na ładne sprawozdanie zawierające okrągłe zdania o „właściwym wykorzystaniu środków przyznanych na realizację celu”. Klient chce mieć zrobioną robotę! Wiele osób nie może tego zrozumieć, widzę sfrustrowanych pracowników w firmach, kórzy nie wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi? To choroba duchowa. Ludzie nie wiedzą, że aby zarobić pieniądze, muszą coś konkretnego zrobić dla kogoś konkretnego. Wydaje im się, że wystarczy wykonać jakieś magiczne czynności, jak odbicie karty, wysłanie kilku maili, uśmiechnięcie się… i są zdziwieni, gdy to nie działa.

To samo z remontem dachu kościoła. Zamiast stanąć w prawdzie i powiedzieć parafianom, że są dziadami skoro dopuszczają do cieknącego w kościele dachu, ksiądz idzie do… no właśnie do kogo, po dotację na remont dachu. Dach nie cieknie, ale kościół jest pusty. Bo po co się martwić jak przekazać Prawdę parafianom, po co dawać im wyzwania, skoro trzeba rozliczyć dotację? Parafianin jak klient dla przedsiębiorcy, komunikaty wysyła mgliste. A płaci tylko za ZROBIONĄ ROBOTĘ, konkretną, duchową robotę. Za nawrócenie męża, za powodzenie w pracy, za pokój ducha, za uporządkowanie gonitwy myśli… a namiestnikowi grabieżców wystarczy dobrze napisane sprawozdanie. I dach też nie cieknie, ale dla kogo? Kto potrzebuje dużego budynku, w którym jest sucho? Nikt! Ludzie potrzebują budynku, w którym mogą spotkać Boga, a nie tylko proboszcza.

Popularność audiobooków, sprzedawanych przez prywatne firmy, a traktujących o rzeczach duchowych  potwierdza moją tezę. Że ludzie chcą Boga i są gotowi płacić tym, którzy realnie pokazują drogę do Niego. Ludzie idą na mszę i dają 2 złote na tacę. Idą na konferencję za którą płacą 200-400 złotych, do tego kupują kilka książek i audiobooków. I nie żałując wydanych pieniędzy słuchają ich po wiele razy.

Św. Paweł głosił ewangelię za darmo. Księża mają rozdzielać sakramenty za darmo. Ale już za głoszenie Dobrej Nowiny, za pokazywanie Drogi do Królestwa Bożego należy się im zapłata. Zgodnie z zasadą, że „wart jest robotnik zapłaty swojej”. Tylko muszą zacząć tą robotę wykonywać, zamiast opowiadania komunistycznych pierdół o „sprawiedliwości społecznej”.

Dlaczego księża nie wypowiadają sie w tych kwestiach? Niektórzy się wypowiadają.** Są na dziś nieliczni. Wśród żyjących księży nie ma wielu, którzy znaliby się na teologii i ekonomii. To nie znaczy, że nie ma ich wcale.
Ale Kościół ma wielkie archiwa mądrych Świętych, którzy tematykę ekonomiczną rozwijali. Św. Augustyn, Św. Tomasz z Akwinu, scholastycy hiszpańscy***… Jest skąd czerpać, tylko trzeba odkurzyć zapomiane na półkach woluminy.

Rak dotacyjny toczy duchową tkankę społeczeństwa. Przerzuty obejmują również obszar Kościoła, który mógłby być siłą sprawczą, spiritus movens prorynkowych przemian społecznych.  Niestety księża wolą zachwycać się bajkami o „pożądanych” odmianach  komunistycznej sprawiedliwości społecznej, idąc raczej drogami Marksa niż Chrystusa. A mogliby po prostu poznać dorobek Kościoła – hiszpańskich scholastyków nie mówiąc o ekonomicznych przemyśleniach Św. Tomasza.

* nawet jeśli jest to substytut pieniądza, jak dzisiejsze „pieniądze”.
** Kilka nazwisk: Fabian Błaszkiewicz, Piotr Pawlukiewicz, Jacek Gniadek, Robert Sirico… powinno dać ślad do samodzielnego rozwijania tematu.
*** Choćby „Wiara i wolność” – opracowanie dorobku scholastyków przez Alejandro Chafuena.

+++

Jeszcze kilka innych wpisów na temat szkodliwości dotacji:

Dlaczego nie wolno brać dotacji (zwłaszcza) europejskich

Dotacje europejskie wyrządzają szkody

Branie dotacji jest grzechem

Dotacje są krytykowane przez wiele osób, tutaj dołączę linki, które znajdę przy okazji:

PAFERE – Dotacje: kto skorzysta, kto straci?

PodziemnaTV: Robią nas w konia – Unijne dotacje – ostro!

 

9 Comments for "Dotacje jak rak. Z przerzutami."

  1. Etam 14 lipca 2013

    Kiepski tekst tym razem. Czytałem kolejne akapity czekając na konkret, a dostawałem tylko powtarzane w kółko „dotacje to rak”, „biorący dotacje to bankruci”, itp, ale jakoś nie znalazłem głębszego uzasadnienia, rozwinięcia tematu, czy w ogóle czegoś nowego.

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 14 lipca 2013

      Dziękuję za tą krytykę. Starałem się delikatnie napisać coś dla wierzących katolików. Kłopot w tym, że jak dałem tekst do przeczytania wierzącym znajomym, określili go jako agresywny… prawda, że zupełnie inne oceny?
      Chciałem podkreślić, że chore myślenie o dotacjach uważam za właśnie raka z przerzutami. I odnoszę to głównie do wierzących katolików.
      Techniczne wady dotacji wskazywałem w innych swoich tekstach, również na blogu na fronda.pl

      Odpowiedz
  2. Bartek 16 lipca 2013

    Marek żyjemy w czasach kiedy zwykła logika, rzetelna wiedza, tradycja oraz zwykły zdrowy rozsądek wydają się czymś nie do przyjęcia. Słuszny argument będzie odbierany jako agresywny. Prawda będzie się jawić jako przejaw kołtuństwa i zacofania, a logika jako manipulacja i demagogia. W zasadzie jestem pesymistą bo nie można temu zaradzić. Na głupotę i lenistwo nie ma rady. Najpierw muszą się wyczerpać wszelkie zasoby z których te dwie siostry czerpią. Dopóki pijak ma gorzałę doputy nie wytrzeźwieje. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. Łukasz 19 lipca 2013
  4. Jed 22 sierpnia 2013

    Pol biedy jesli dotacjobiorcy „podejrzewaja” ze biznes oparty na dotacjach upadnie – najgorzej jak wrecz maja taki zamysl. To jest prawdziwy dramat. Podejscie typu: „wystarczy zarejestrowac sie jako bezrobotny wziac dotacje i przeczekac 2 lata zeby firma dzialala – po tym czasie juz nie musisz zwracac tej kasy” nie nalezy do rzadkosci.
    Tym sposobem sami sobie robimy krzywde.
    Ja podjalem juz decyzje zeby nie brac dotacji – ale „praca na soba” – tzn lektury i proba zrozumienia mechanizmow nadal trwaja. Poki co nie umiem logicznie wytlumaczyc znajomym dlaczego to jest niekorzystne. A nawet jak juz przyznaja ze to idze z naszych podatkow to „co z tego nie miej skrupulow, jak nie wezmiesz ty to wezmie inny”.

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 23 sierpnia 2013

      A jakie jeszcze argumenty Pan potrzebuje? Dla mnie kluczowe są dwa: dotacje to niemoralna działalność, a złe drzewo nie może przynieść dobrych owoców. Drugi: dotacje to peryferie prawdziwej działalności gospodarczej, mniej niż 10%. Prawdziwy biznes i inwestycje są na rynku, tu trzeba się wzmacniać i ćwiczyć. Wejście na rynek jest czasem trudne, bo trzeba znaleźć miejsce, ale samo myślenie o dotacjach jest kontrproduktywnym rozproszeniem wysiłków.

      Odpowiedz
      • Jed 26 sierpnia 2013

        Witam Panie Marku,
        Jekie argumenty? hmm. Pierwszy z podanych czyli niemoralność – nie trafi do kogoś kto 30 lat pracuje na etacie i jest zgorzkniały przez sam fakt, że nie dorobił się domu. Taka osoba uważa że każdy inny jest niemoralny skoro się dorobił (a zwłaszcza prywaciarz).
        Taka osoba z chęcią dopadłaby do koryta a skoro jest to jeszcze zgodnie z prawem stanowionym to bez mrugnięcia okiem poprze branie dotacji (oczywiście w tym konkretnym przypadku za tym nie pójdzie i tak żadne działanie)
        Chodzi mi o to że może celniej trafi do takiej osoby jakiś argument pokazujący „ekonomiczną nielogiczność dotacji”. Pokazujący organoleptycznie jakie są tego konsekwencje. Jak ze zbitą szybą. A do tego jeszcze brakuje mi wiedzy, żeby swobodnie poruszać się w tej materii.
        Stwierdzając tylko i wyłącznie, że coś jest niemoralne i że człowiek się tym brzydzi – pogłebimy prawdopodobnie wizerunek katolików jako naiwniaków.
        Drugi argument spotka się z ripostą – dobre i 10%.

        Być może dla Pana jest to wszystko bardzo proste bo ma Pan oprócz wiedzy ekonomicznej wyrobioną opinię na ten temat i wiele lat doświadczenia. Ale wszystko przed nami = czytelnikami takich blogów.

        Odpowiedz
  5. F2TM 26 sierpnia 2013

    Witam Panie Marku,
    Jekie argumenty? hmm. Pierwszy z podanych czyli niemoralność – nie trafi do kogoś kto 30 lat pracuje na etacie i jest zgorzkniały przez sam fakt, że nie dorobił się domu. Taka osoba uważa że każdy inny jest niemoralny skoro się dorobił (a zwłaszcza prywaciarz).
    Taka osoba z chęcią dopadłaby do koryta a skoro jest to jeszcze zgodnie z prawem stanowionym to bez mrugnięcia okiem poprze branie dotacji (oczywiście w tym konkretnym przypadku za tym nie pójdzie i tak żadne działanie)
    Chodzi mi o to że może celniej trafi do takiej osoby jakiś argument pokazujący „ekonomiczną nielogiczność dotacji”. Pokazujący organoleptycznie jakie są tego konsekwencje. Jak ze zbitą szybą. A do tego jeszcze brakuje mi wiedzy, żeby swobodnie poruszać się w tej materii.
    Stwierdzając tylko i wyłącznie, że coś jest niemoralne i że człowiek się tym brzydzi – pogłebimy prawdopodobnie wizerunek katolików jako naiwniaków.
    Drugi argument spotka się z ripostą – dobre i 10%.

    Być może dla Pana jest to wszystko bardzo proste bo ma Pan oprócz wiedzy ekonomicznej wyrobioną opinię na ten temat i wiele lat doświadczenia. Ale wszystko przed nami = czytelnikami takich blogów.

    Odpowiedz

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

23:04