07.02 20130

Gościnność zabroniona

Nasi socjalistyczni wodzowie zrobili z konsumpcji bożka. Konsumpcja wyznacza „wyższy poziom” życia i świadczy o jego jakości. Wysoka konsumpcja stała się ideałem społecznym. Należy do niej dążyć za wszelką cenę. Wszyscy, którzy mówią o obniżeniu konsumpcji, są zaściankowymi głupcami. Zwłaszcza jeśli chodzi o konsumpcję rządzących – rzecz jasna. Kto by przyznał, że konsumpcja jest tylko środkiem ochrony życia jako takiego?

Redystrybucjoniści nie chcą przyznać, że istnieje konsumpcja i inne sposoby poprawiające jakość życia, które praktykowano od tysięcy lat bez pomocy urzędników. Chodzi o bezpłatne usługi, przysługi, działalność społeczną, a nawet zwykłą gościnność. Przez wiele wieków ludzie praktykowali dzielenie się swoim czasem, żywnością, domem, narzędziami i innymi dobrami z sąsiadami, rodziną, a nawet nieznajomymi. Ale te praktyki zanikają. Oskarżamy o to nadmierne żądze, chciwość, zawiść… Ale czy mamy rację?

Moim zdaniem, to państwo i urzędnicy niszczą bezpłatną współpracę między ludźmi. I nie będę dziś wyjątkowo argumentował wysokimi podatkami, zabierającymi nam nie tylko 70% zarobionych pieniędzy, ale przede wszystkim 70% czasu na ich zarobienie. Proszę sobie wyobrazić – ile działalności społecznej można by wykrzesać z ludzi, gdyby im nie zabierać ponad połowy ŻYCIA na płacenie podatków?

Dziś poruszę inne zagadnienia. Bezpłatne usługi są dla urzędników solą w oku. Nie można ich bowiem… opodatkować! Trudna jest zarówno wycena, jak i rejestracja takich usług. Ale pomysły takie pojawiają się ciągle. Co jakiś czas słyszę, że jakiś chwast urzędniczy chce naliczyć podatek dochodowy od pomocy sąsiedzkiej przy stawianiu domu, płotu, czy tylko zamiatania. Wszak sąsiad A, który odśnieża sąsiadowi B podwórko (coś może ma w zamian, a może sąsiad A jest tylko chory), wzbogaca sąsiada A o konkretnie wykonaną pracę. Jeśli sąsiad A miałby zapłacić za odśnieżanie, można by naliczyć PIT, ZUS, VAT i Bóg wie, co jeszcze. A tak niczego nie da się na szczęście naliczyć.

Pomoc sąsiedzka nie jest na szczęście opodatkowana

Urzędnicy nie lubią więc bezpłatnych usług sąsiedzkich. A jeśli idziemy do cioci na imieniny? To przecież się wzbogacamy, bo nie zjemy obiadu u siebie, ani w restauracji. A ciocia ugotuje, poda i nawet pozmywa ciesząc się ze strzępków wspólnej pogawędki imieninowej. A w restauracji byłby znowu PIT, VAT, ZUS i… można by naliczyć wzrost dochodu narodowego! To dopiero strata. Dla urzędników rzecz jasna. Bo sposób liczenia dochodu narodowego* uwzględnia obroty restauracji, a ciocia nie wystawia faktury VAT…

Ale największą zbrodnią dla urzędników jest świadczenie bezpłatnych usług rodzinnych. To całe przewijanie, gotowanie, remonty, sprzątanie, pomoc w nauce… tyle okazji do opodatkowania przelatuje koło nosa! Dlatego rodzina musi mieć „pod górkę”. Dlatego musi płacić podatek dochodowy PRZED, a nie PO potrąceniach, jak firma. Musi być za swoje bezpłatne, świadczone wewnętrznie usługi UKARANA!

* Liczenie dochodu narodowego jest zbrodnią samo w sobie, ale nie rozwinę tego wątku.

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

02:39