22.07 201315

Katolicy są przeznaczeni do materialnego bogactwa

+
Postawię odważną i kontrowersyjną (mam nadzieję) tezę: jeśli staniesz się ortodoksyjnym katolikiem, będziesz żył w coraz większym bogactwie materialnym i sile politycznej! Zarówno ty sam (sama) jak i twoje dzieci i wnuki, a nawet prawnuki! I wynika to bezpośrednio z nauki Kościoła Katolickiego oraz wiedzy ekonomicznej.

Powiem więcej: jest to główny powód, dla którego inne grupy społeczne jak socjaliści, protestanci, muzułmanie i wyznawcy współczesnych religii (etatyzmu, hedonizmu itp.) tak prawdziwych katolików nienawidzą i boją się nas potwornie! Intuicyjnie bowiem wyczuwają, że powyższe twierdzenie jest prawdziwe. Świadomość widzialnego i przynoszącego wymierne owoce błogosławieństwa Bożego powoduje, że w furii atakują nas i są gotowi spowodować nawet naszą śmierć, bo widzą owoce bogactwa duchowego i co gorsza, materialnego, którymi Bóg katolików po prostu obsypuje!

Zaznaczę tylko, że prawdziwość powyższego twierdzenia dotyczy osób powierzających się szczerze Panu Jezusowi, rzucającym się w otchłań Jego Miłości i powierzającym Jemu wszystkie aspekty swojego życia.

Nie dotyczy to wyłącznie cudów i uzdrowień, które spotykane są powszechnie w naszej wierze, do których jako katolik już czasem przywykłem, bo przecież cóż jest specjalnego z sto pięćdziesiątym cudzie eucharystycznym? Przecież wiem, że Jezus objawia się nam w cudach, przecież ciągle wpatruję się w Niego w Eucharystii i odkrywam, jak wiele zrobił i robi dla mnie w każdym obszarze. Jest tylko kwestią odrobiny cierpliwości i czasem wytrwałości w modlitwie, żeby doczekać się rzeczy niesamowitych. Niesamowitych po ludzku, nieosiągalnych według pogan i głupich według współczesnych „intelektualistów”. Ale dla nas… cóż… normalnych.

Teza postawiona przeze mnie pewnie wzburzy może również gorliwych katolików, bo przecież my mamy być „ubodzy”, mamy nie być bogaci, bo nie przejdziemy przez ucho igielne obładowani dobrami… to są najczęstsze argumenty za miernotą, biedotą i… lenistwem u katolików, jakie znam, a przecież jest jeszcze wiele innych.
Do tego dochodzi nauczanie ukochanego Papieża Franciszka, który modli się, by Kościół był ubogi. I już mamy wymówkę, żeby złożyć rączki do modlitwy i dać sobie spokój z wszelkimi staraniami o osiągnięcie zamożności materialnej, bo skoro mamy być ubodzy, to przecież idźmy na ryby, albo walnijmy piwko, przecież to nie grzech.

A mi bardzo odpowiada wyzwanie postawione przez (zawieszonego, pamiętam) Fabiana Błaszkiewicza, wołającego, że nasz krzyż Chrystusowy polega przede wszystkim na tym, by swoje wielkie pragnienia (a ojcem wszystkich pragnień w nas jest sam Bóg przecież), wziąć na siebie i naśladując Chrystusa rozwijać wszelkie dane nam talenty do niebotycznych, bezczelnie wielkich rozmiarów.

Blog ma swoje wymogi, długiego tekstu nikt nie przeczyta, chociaż mojego bloga i tak czytają tylko wariaci. Może boży wariaci, ale jest ich niewielu (ostatnio cieszę się z tego, bo nie muszę wielu osobom odpowiadać 😉 Krótko więc, żeby chociaż podsunąć kilka myśli i zachęcić do samodzielnych poszukiwań:

Jest rzeczą niepodlegającą dyskusji, że Kościół stoi na straży ochrony życia ludzkiego. Jest to niezbywalna cecha KK, która nie podlega erozji, jak widać z różnych bojów toczonych na polu polityki i prawa stanowionego. Tu KK jest konsekwentny i nie poddaje się ogromnym naciskom „obrońców rodziny” spod znaku eugeniki.

Jako obrońca życia, broniąc zarówno życia nienarodzonych, jak i życia osób niepełnosprawnych, nawet tych z chorobami Downa itp. Kościół sprzyja wzrostowi populacji oraz, co ważne, jej zróżnicowaniu.
Wszelkiej maści eugenicy, dążący pozornie do „poprawy jakości” genetycznej tkanki społecznej, dążą do jej ujednolicenia, gdyż eliminują osobniki według nich mniej wartościowe, co skończyłoby się zabiciem podobno nawet samego Einsteina, który w dzisiejszych czasach zostałby prawie na pewno wyskrobany. Oprócz tego Kościół popiera świadomość reprodukcyjną raczej niż antykoncepcję. To z kolei powoduje (oczywiście u świadomych katolików) wykształcenie niższej preferencji czasowej. A niższa preferencja czasowa oznacza większą skłonność do oszczędzania i… w konsekwencji do wzbogacania się w wyniku zwiększonej zdolności do inwestowania. Bo oszczędności = inwestycje.

Wzrost populacji owocuje w dłuższej perspektywie siłą polityczną, gdyż w polityce liczy się głównie liczba osób zajmujących pewne określone stanowisko. Bez poparcia większości, choćby milczącego, politycy mogą sobie tylko pogadać. Dlatego państwa,  naturalni wrogowie Kościoła, tak zawzięcie popierają antykoncepcję. Antykoncepcja to dla niekatolickich polityków dwie pieczenie przy jednym ogniu: mamy społeczeństwo utracjuszy żyjących na kredytach (uzależnionych od banków) i na dodatek nie mogących narzucić im moralności oraz redukcji kosztów państwa.  Bo do tego potrzebna jest liczność.

Kościół zaleca monogamiczne małżeństwo, co w normalnych warunkach powoduje, że prawie każdy mężczyzna może znaleźć żonę i prawie każda kobieta może znaleźć męża. Niby rzecz oczywista i prosta, ale nie zawsze tak było, a współczesne religie: komunizm, socjalizm i polityka eugeniczna XXI wieku zaburzają te relacje potwornie. Dość wspomnieć, że za Stalina zginęło w Rosji 95% mężczyzn w wieku rozrodczym, lub byli niedostępni walcząc z wrogami komunizmu. Dziś z kolei mamy wielką lukę kobiet, ze względu na aborcje eugeniczne w wielu krajach, od Chin po USA, gdzie w wyniku badań prenatalnych zabija się dziewczynki przed narodzeniem korzystając z eufemizmu „płód nie jest człowiekiem”.
Kościół od samego początku wzrastał w liczbie między innymi z tego powodu, że chrześcijanie zbierali pozostawione przez Rzymian noworodki i wychowywali je na chrześcijan, co może według niektórych „specjalistów” od ewolucji jest zwycięstwem genetycznym Rzymian, ale i tak przyrost naturalny chrześcijan (a dziś w normalnych warunkach katolików) był wyższy niż przeciętna. Z perspektywy wymierającej od socjalizmu Europy może się to wydawać nieprawdą, ale i tak świat się rozwija ludnościowo mimo działalności eugenicznych organizacji rodzaju „Planned Parenthood”, czyli dawnej otwarcie eugenicznej ABCL.
Ponieważ ludność jest prawdziwym bogactwem kuli ziemskiej, wynika z tego, że Kościół buduje bogactwo wszystkich ludzi.

Ponieważ przestrzeganie nauki Kościoła sprzyja zróżnicowaniu ludzi, zwiększa to możliwość wymiany dóbr i usług pomiędzy nimi (prawo Ricarda). Tu Austriacka Szkoła Ekonomiczna wskazuje, że zróżnicowanie ludzi pomaga ich bogaceniu się (Hayek). Można wyjaśnić to na prostym przykładzie: jeśli są dwie osoby i każda z nich znakomicie, ale w równym stopniu zna się na matematyce, nie są wstanie pomóc sobie wzajemnie, ani wymienić usługami. Nie są więc w stanie skorzystać z korzyści prawa wymiany (Ricarda), o którym w tym znaczeniu nie uczy się w mainstreamowych szkołach ekonomicznych, o ASE nie wspomnę.
Zróżnicowanie wspomaga wymianę, co oznacza, że im większe zróżnicowanie, tym bogatsi się stajemy z powodu zwiększenia możliwości wymiany. Jeśli wszyscy mają takie same dobra, nie są w stanie podjąć wymiany chyba, że ujawnią się różnice w preferencjach. Ale dziś robi się wiele, żeby preferencje ujednolicić, co pomaga niewątpliwie wielkim korporacjom współpracującym z rządami, ale niekoniecznie ludziom chcącym otworzyć własny biznes.

Kościół wspiera inwestowanie. Tutaj przydadzą się powyższe cytaty z Papieża Franciszka, zastosowane nie tylko do księży, żeby kupowali tańsze samochody, ale do wszystkich wiernych. Stanley wykazał, że amerykańscy milionerzy (prawdziwi) kupują właśnie „najtańsze auta na kilogram”, co umożliwia im zwiększenie poziomu inwestowania (drogie auto to konsumpcja nie tylko dla księdza) przy zachowaniu jednocześnie dyskrecji, niewynoszenia się nad sąsiadów, unikania zawiści. Dodatkową radą samego Pana Jezusa jest wezwanie do zasiadania na niższych miejscach, żeby się nie narażać na ośmieszenie, ale również, by nie drażnić otoczenia pyszałkowatymi zachowaniami.
Tutaj warto przywołać błogosławieństwo Pana Jezusa „Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię” – czasem mam wrażenie, że się to spełnia na moich oczach, bo znam bardzo mało osób posiadających mnóstwo ziemi, ale żadna nie chodzi po ulicach i nie krzyczy drogim samochodem „jestem bogaty!”.
Nawołując do racjonalizacji swojego poziomu życia, Kościół pomaga zwiększać zdolności inwestycyjne wiernych. I dodatkowo nawołując do wspierania ubogich obniża poziom zawiści. Bo biedny żadnego biednego nie wesprze wielkim datkiem. A bogaty może i robi to efektywnie, nie szastając pieniędzmi na ryby, raczej dając wędki i ucząc hodowli ryb. „Produkcja” biedaków przez rząd zaburza ten naturalny cykl i uzależnia coraz większą liczbę osób wpędzając je w wyuczoną bezradność.
Kościół więc zwiększa bezpośrednio efektywność wspomagania biednych, prowadząc do ich wyjścia z biedy.

Kościół Katolicki popiera zysk.
Wiem, księża zarażeni socjalistycznym bełkotem często dążenie do zysku krytykują, ale to wynika z braku ich przygotowania. Ja mówię o nauce Kościoła, nie księdza z parafii X. A Kościół jednoznacznie zwraca uwagę, że wszystko co robimy dla Boga i ze względu na Boga, robimy dla własnego, a nie Boga zysku. Tym zyskiem nie jest jedynie obietnica Królestwa Bożego pośmierci, ale już tu, na ziemi doświadczenia istnienia tego Królestwa. A doświadczenie jest często materialne. My nic Bogu dać nie możemy. On jest Pełnią życia i szczęścia, którymi się z nami chce podzielić, już tu na ziemi. Nie wyłącza to spraw materialnych. My dla własnego zysku mamy się nawrócić i postępować zgodnie z Przykazaniami i wskazówkami Pana Jezusa, bo to… przynosi korzyść (1Kor 10,23) Sam Pan Jezus mówi, że „wart jest robotnik swojej zapłaty” (Łk 10,7). Ja rozumiem to tak, że wolnorynkowa zapłata uiszczona dobrowolnie przez klienta jest błogosławieństwem zdolnego i pracowitego robotnika.
W ten sposób Kościół usuwa poczucie winy z serca dobrze zarabiającego pracownika. Niestety są księża, którzy nie rozumieją podstaw ekonomii i nie doczytali nawet encyklik papieskich, a dali się wciągnąć w komunistyczną retorykę i opowiadają bajki o „sprawiedliwej płacy” albo o „sprawiedliwej cenie”. Ale ogólne nauczanie Kościoła w jego dokumentach oraz opinie Doktorów Kościoła są jednoznaczne.

Jest jeden obszar, który współczesny Kościół zawalił i musi zostać odpracowany. Chodzi o kredyty i emisję pieniądza, czyli o jego fałszowanie.
W Piśmie Świętym jest wiele niepochlebnych wypowiedzi dotyczących tzw. lichwy. Nie do końca jest to pojęcie zdefiniowane i tylko ogólnie określa się ją jako pożyczanie pieniędzy na wysoki procent, co jest traktowane jako forma wyzysku dłużnika. W Polsce międzywojennej oprocentowanie pożyczki powyżej 10% określano jako lichwiarstwo (za Wikipedią). Z tego powodu przez wiele lat katolicy unikali pożyczania pieniędzy na procent w ogóle, żeby uniknąć oskarżenia o lichwę. Żydzi pożyczali pieniądze na procent tylko gojom, co w sumie szkodziło głównie Żydom, bo byli odcięci od kredytów, a katolicy stosowali różne uniki, jak kara za spóźniony zwrot pożyczki itp. (za deSoto). W ten sposób przeoczono największą kradzież w historii ludzkości – pieniądz fiducjarny, czyli pieniądz pozbawiony jakiejkolwiek łączności z rzeczywistością. Dziś pożycza się pieniądze na ponad 100% odsetek, ale nikt tego nie chce spostrzec, bo jest to zakamuflowana praktyka. A odsetki ponad 100% biorą się z tego, że przy 3% rezerwie bankowej, bank pożyczający dłużnikowi 100 złotych na 7%, dostaje 7 złotych odsetek, a musi posiadać tylko 3 złote na swoim koncie, żeby te 100 złotych kredytu udzielić. Reszta jest wykreowana z powietrza i jest to kradzież wszechczasów. Zjawisko psucia pieniądza było szeroko krytykowane przez katolickich scholastyków (Chafuen), ale scholastycy dzisiaj są lekceważeni i ośmieszani, bo nie można nic zarzucić ich oskarżeniom, a jakoś trzeba sumienie rządzących uciszyć.
Materiał więc w Kościele jest, tylko trzeba do niego sięgnąć. Na razie sięgają po niego najbardziej zainteresowani, czyli szeregowi katolicy, bo księża jeszcze nie zostali do tego zmuszeni. Ksiądz wypowiadający się na temat ekonomiczny z sensem to rzadkość, w prawdziwej rozmowie najczęściej się wycofują. Więc nie ma co się przejmować, tylko trzeba szukać samodzielnie.

Kościół katolicki dysponuje wielką biblioteką i wiedzą na temat bogacenia się swoich owieczek. Inaczej nie powstałyby wielkie katedry, bo z czegoś te wielkie dzieła trzeba było sfinansować. A biedota na wielkie dzieła się nie zrzuci, do tego potrzebna zamożnych wiernych, dysponujących wolnymi środkami. Przypowieść o ubogiej wdowie (Mk 12,41-44) jest niewątpliwie słuszna, bo nie chodzi o to, żeby dzielić się tylko resztkami ze swego stołu, ale całkowicie zawierzyć Bogu. To zostało jednak już powiedziane na początku tego wpisu.

Dlaczego Kościół tak niemrawo wypowiada się w tych kwestiach? Bo jest w permanentnym konflikcie z wrogiem, którym jest państwo. Od samego początku przecież próbowano sprowokować Pana Jezusa do otwartego wystąpienia w sprawie np. niepłacenia podatku Cezarowi. Co prawda wtedy chodziło raczej o podobiznę Cezara na monecie, a nie o wysokość podatku, ale zawsze był to grząski grunt.
Państwa wiedząc, że Kościół powoli, ale skutecznie wyrywa ludzi z objęć totalitaryzmów, walczą z Kościołem jak się da. O tym można i pisze się wiele. Dlatego nie dziwi nawet, że księża nie zawsze stają na wysokości zadania i nie zawsze są w stanie pomóc np. przedsiębiorcom. Ale takie inicjatywy są już organizowane.
Dwom panom nie da się służyć. Nie można służyć Bogu Izraela i bożkom etatyzmu (np. bezpieczeństwu socjalnemu, sprawiedliwości społecznej, państwu). Zwykle dochodzi do wypowiedzenia wierności jednemu z nich. Poleganie na bożkach nie popłaca na dłuższą metę, więc zachęcam do zapoznania się z nauką naszej Matki Kościoła, który przychodzi z pomocą w naszym utrudzeniu.

Procesy o których mówię nie przebiegają z dnia na dzień, jest potrzebna odrobina cierpliwości, ale w ciągu kilku lat widać znaczną poprawę zamożności każdego społeczeństwa, które te zasady wdraża szczerze. Widać to zresztą na przykładzie sąsiadujących ze sobą dwóch krajów: Haiti i Dominikany, gdzie zniszczone huraganem Haiti nie może się pozbierać nie tyle ze względu na klęskę żywiołową, co na wszechobecne zdziczenie obyczajów, nie do opanowania nawet przez armię amerykańską (rząd Haiti uciekł z posterunku po wystąpieniu klęski). Z kolei Dominikana, będąca jakby pod bożą opieką, kultywuje tradycyjną pobożność katolicką i chrześcijańską moralność. Nie trzeba się wiele domyślać, że oba kraje dzieli przepaść materialna, chociaż oba nie są specjalnie zamożne.

Problem jest raczej w tym, że od dokładnie 100 lat opisane tu procesy bogacenia się są poddane erozji inflacyjnej (równo 100 lat temu utworzono FED), a wcześniej już od czasu rewolucji francuskiej niszczy się, a nawet morduje bogatych, a ledwie żyjącą jeszcze klasę średnią silnie opodatkowuje powodując dekapitalizację całych społeczności w USA i Zachodniej Europie. Potem płacze się, że „narasta przepaść między biednymi a bogatymi”. Tylko, że ta przepaść jest wynikiem nie normalnej kapitalizacji, ale rosnących przywilejów dla powiązanych w mafią urzędniczą pseudo biznesmenów. Ale o tym już było w innych postach.
W każdym razie Kościół Katolicki jest instytucją, która pracuje nad polepszeniem jakości życia ludzkiego w każdym aspekcie, także materialnym. I warto o tym pamiętać nawet wtedy, gdy czyta się lub słyszy wypowiedzi o ubóstwie. Bo to jest zupełnie inny aspekt życia katolika.

Zaznaczę,  że nawet tematu nie napocząłem. Pewnie ktoś napisze na ten temat współczesną książkę. Może nawet poczytną? Zwrócę tylko uwagę,  że powyższe rozważania dadzą się z powodzeniem zastosować do całych społeczności, w tym do państwa. Dlaczego jednak państwo zwalcza Kościół mimo iż ten dąży do jego wzbogacenia? Ten paradoks rozwiązuje Rothbardowska definicja państwa, ale to już temat na osobny wpis.

===============================
Literatura do poczytania:
www.jacekgniadek.com
Stanley – Sekrety amerykańskich milionerów
Chafuen – Wiara i wolność
Schoeck – Zawiść – źródło agresji, destrukcji i biedy
Huerta deSoto – Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne

15 Comments for "Katolicy są przeznaczeni do materialnego bogactwa"

  1. Łukasz 23 lipca 2013

    W myśl słów „ostatnio cieszę się z tego, bo nie muszę wielu osobom odpowiadać ;-)” nie oczekuję odpowiedzi, ale 2 uwagi:

    – Chyba większość księży nie głosi poparcia dla przedsiębierczości, a raczej sprzyja tekstowi o uchu igielnymi. Z tekstu zrozumiałem, że to kwestia konfliktu kościoła z państwem. Zdaje się, że nie zawsze ten konflikt istniał, a nauki były te same. Popieram tezę, ale przy tym akapicie widzę sprzeczność.

    – „Wzrost populacji owocuje w dłuższej perspektywie siłą polityczną, gdyż w polityce liczy się głównie liczba osób zajmujących pewne określone stanowisko.
    Bez poparcia większości, choćby milczącego, politycy mogą sobie tylko pogadać. Dlatego państwa, naturalni wrogowie Kościoła, tak zawzięcie popierają antykoncepcję.”
    Czy jest różnica czy poparcie oznajmia 6 mln ludzi z 10 mln społeczeństwa czy 60 mln ze 100 mln społeczeństwa? To nadal ten 60%.

    Poza tematem, wystarczy chociaż krótkie Tak/Nie: Czy Pana zdaniem, inflacja rzędu kilku % wpływa korzystanie na gospodarkę?

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 23 lipca 2013

      Muszę odpowiedzieć, bo jest tych komentarzy mało, więc to łatwiejsze:
      – Księża są niedouczeni. Stwierdzam to z przykrością, ale mam poparcie niektórych z nich. Niektórzy księża nie wiedzą, skąd się bierze śniadanie na ich stole. Nie zastanawiają się nad tym, a powinni.
      – Poparcie 60 milionów jest większe niż 6 milionów, bo 60 milionów jest trudniej wymordować. Wystarczy wspomnieć Chiny i inne mordowanie ludzi. Jak jest więcej, więcej ucieknie albo się postawi. To raz. A chodzi mi w tym akapicie o to, że jak są społeczności np. katolików i protestantów w USA, to katolicy się szybciej rozmnażali niż protestanci i mogli stanowić większą siłę polityczną na przestrzeni kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Czynnik demograficzny jest ważny. Wystarczy przyjrzeć się sytuacji w Kosowie, gdzie Serbowie zostali wyparci właśnie demograficznie.
      – Inflacja nigdy nie wpływa korzystnie na gospodarkę, bo zawsze jest ona kradzieżą, gdzie rządzący i bankierzy sączą aktywa z pozostałych grup społecznych. Może to trzeba opisać? Niby jest na ten temat sporo literatury, chyba nawet pisałem już coś o tym na fronda.pl

      Odpowiedz
  2. Jed 29 lipca 2013

    no i przebrnalem Marku, ale nie jestes zobowiazny sie do tego co napisze odniesc 🙂 tym bardziej ze to „letni” komentarz: bardzo celne stwierdzenie o usprawiedliwionym nierobstwie katolika przy rybkach i piwku. Fabian Blaszkiewicz w audycji pokazywal wrecz ze niepodejmowanie ryzyka jest zle. To jakby marnowanie talentow.
    nie wazne ze na frondzie napisales – napisz tu prosze o inflacji na swiezo. napisz prosze o „zlotym spisku”.
    Ale przede wszystkim pytanie: co radzisz robic?
    ok Kosciol nie mowi za bardzo o tym – ok powinien mowic.
    ok trzeba szukac na wlasna reke – dobrze ale co dalej.
    zalozmy ze odkryjemy juz te zaleznosci, napompowane pieniadze.
    ale jak w naszym codziennym zyciu dzialac ?
    jak zyc?
    PS. jestem jedna noga etatowcem a druga (choc w zalazku) przedsiebiorca.

    Odpowiedz
  3. Tomasz 16 sierpnia 2013

    Witam,
    Jestem chrześcijaninem ewangleicznym – jak to ujął Pan we wstępie „protestantem” i chciałbym zapytać dlaczego tak bardzo jest Pan przeciwnikiem chrześcijan z innych denominacji?

    Moim zdaniem, błogosławieństow wynika z posłuszeństwa Bogu i Jego Słowu, a nie religii.
    Przykładami mogą być „protestanci” tacy jak:
    Prezes HTC – Cher Wang – najbogatsza kobieta na Tajwanie, pomimo ukończonych studiów w Kalifornii stwierdziła, że najlepszym podręcznikiem zarządzania jest dla niej Biblia.
    Wieloletni prezes Intela Pat Gelsinger w swojej książce „Tajniki żąglerki: Jak pogodzić wiarę, pracę i rodzinę” piesze o roli wiary w Jezusa i błogosławieństwie wynikającym z oddania Mu się.

    Nie chodzi o to, żeby być osobą religijną, ale jak to pan ujął „powierzającą się szczerze Panu Jezusowi, rzucającą się w otchłań Jego Miłości, powierzając Jemu wszystkie aspekty swojego życia.”

    Jeden z katolickich przyjaciół przytoczył mi ostatnio stwierdzenie Raniero Cantalamessa (bodajże spowiednika papieskiego) który miał powiedzieć, że katoliocy stoją w jedności z innymi katolikami, którzy nie znają Jezusa i nie służą mu, a nie potrafią stać w jedności z braćmi protestantami, którzy kochają Jezsusa i są gotowi dla Niego cierpieć. Miał powiedzieć też, że to się musi skończyć.

    Boli mnie, Królestwo Pana Jezusa jest rozwalane od środka.
    Pozdrawiam,
    TK

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 19 sierpnia 2013

      Dziękuję za Pana wpis. Przykłady bogatych osób nic nie udowadniają, zawsze się znajdą bogaci protestanci, biedni protestanci, biedni katolicy itp.
      W moim wpisie mówię, że Jezus konsekwencją powierzenia się Jezusowi jest bogactwo dla CAŁEJ SPOŁECZNOŚCI, nie tylko dla jednostek. Wierność Kościołowi buduje takie bogactwo, nie tylko duchowe.
      Protestantów nie atakuję, to oni atakują Kościół, od samego początku swojego istnienia. Ja tu piszę do katolików raczej, chcę ich obudzić i wskazać błędność pewnych paradygmatów. Protestantów nie zamierzam nawracać, mogę tylko zaświadczyć, że warto być katolikiem.
      Jeśli chodzi o bogactwo protestantów, to ze względu na ich rozbicie (niemożność ogólnoświatowego działania), oraz akceptację wrogich życiu ideologii (antykoncepcja, aborcja, eugenika, homoseksualizm itp.), skracających perspektywę człowieka i obniżających preferencję czasową, to ono się dekapitalizuje. Protestanci jako społeczność walczą rozpaczliwie o to, by zachować status quo. Niestety w tym celu imają się całkowicie niechrześcijańskich metod, jak wspieranie eugeniki (słynne wspieranie Planned Parenthood przez małżeństwo Gatesów – a propos… gdzie są ich dzieci?). Procesy te zachodzą powoli (jak wspominam wyżej), ale są nieuchronne. Do tego dochodzi walka z rodziną, zwłaszcza u innych społeczności, jak czarnoskórzy w USA (30% aborcji) i inne metody wspierania wrogich życiu organizacji, nie przynosi to dobrych owoców, a po owocach się poznaje, prawda?

      Świetnie opisuje to zagadnienie E.Michael Jones, w książce LIBIDO DOMINANDI. Polecam.

      Odpowiedz
  4. Jed 20 sierpnia 2013

    moze to nie idealne miejsce ale mam pytanie jak bedac katolickim przedsiebiorca nalezy radzic sobie z kwestiami zatrudnienia kobiet, zwlaszcza mlodych? wielu pracodawcow-pajacow wrecz pyta o plany rodzinne. nie kalkuluje im sie wdraza i szkolic dziewczyny co zaraz pojdzie na maciezynski albo jeszcze na poczatku ciazy na L4 trzeba bedzie szukac zastepstwa itd..
    jako katolik ciesze sie ze ktos ma pragnienie przyjecia nowego zycia.
    wystarczy ufnosc? dobra wola? otwartosc?
    czy mimo to przedsiebiorca katolik powinien to przyjmowac wprost i nie kalkulowac? czy tu tez sprawdza sie ortodoksyjne podejscie? pytam zupelnie serio i bez cienia cynizmu. moze temat obszerny ale ciekaw jestem Pana zdania.

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 20 sierpnia 2013

      To faktycznie wymaga szerszego omówienia i może osobnego wpisu, może nawet dłuższego. Proszę zwrócić uwagę, że problem poruszony przez Pana nie dotyczy jedynie kobiet, ale wszelkich osób o uprzywilejowanej pozycji. Np. pięćdziesięciolatków, albo osób o „inklinacjach” homoseksualnych, wszelkiego typu parytetów itp. dyskryminacji. Logicznie rzecz biorąc jest to zapewnienia uprzywilejowanej pozycji TERAZ (status quo aktualnie zatrudnionych), a pozycji osób zatrudnianych po wejściu danej regulacji prawnej. Jest to więc typowy konflikt pomiędzy prawem stanowionym (lex), a prawem naturalnym odnoszącym się do sprawiedliwości (ius). Mieszanie tych pojęć zawsze prowadzi do zamieszania w głowachi… i o to chodzi naszym władcom!
      Problem nie w tym, że „brakuje szacunku do życia”, tylko o to, że kobiety (i każda inna uprzywilejowana grupa) wykorzystują takie przepisy perfidnie (to jest również moje doświadczenie). Zatrudniają się specjalnie tylko po to, by otrzymać przywileje, nie wiążą się z pracodawcą emocjonalnie (bo i po co?), od razu planując zwolnienie z pracy na dwa lata w praktyce polskiej (dziewięć miesięcy zwolnienia pełnopłatnego i roczny okres po urodzeniu dziecka).
      Proszę sobie samemu odpowiedzieć, ile inwestowałby Pan w szkolenie 24-letniej pracownicy, która jest rok po ślubie, posiadającej w rękach broń masowego rażenia w postaci takich przywilejów?
      Ja osobiście znoszę to jako krzyż przedsiębiorcy, ale ostatnio szukam raczej osób potencjalnie z mniejszym ryzykiem. W końcu ekonomia ma swoje prawa (dane nam też od Boga) i konieczne jest wygenerowanie zysku z każdego stanowiska pracy. Trzeba przecież zapłacić podatki na zapłacenie odsetek od długu zaciągniętego przez rząd, prawda?
      Ortodoksyjne podejście mówi mi, że trzeba myśleć i rozeznawać indywidualnie. Są w naszej firmie Panie, które urodziły dziecko i wróciły, biurko na nie czekało. Ale są też takie, które nadużyły zaufania i musiały odejść.
      Generalnie problem jest w świadomości, że przywileje uderzają w dłuższej perspektywie w uprzywilejowanych. To tak, jak z czarnoskórymi w USA: kiedyś mawiano – czarny, ale wykształcony i zdolny (miał trudny start, ale się przebił). Teraz mówi się – wykształcony i może zdolny, ale… czarnoskóry (uprzywilejowany, więc dostał się może na studia wskutek uprzywilejowania, a nie zdolności i pracy). W takich sytuacjach przywilej zawsze uderza w zdolne i pracowite jednostki, a promuje leniwe i głupie, za to chytre. Ergo – następuje selekcja negatywna i przejście do dyskryminacji grupy posiadającej przywileje.
      Skąd się te przepisy biorą? Ano, z tego, że prawo stanowi kasta urzędnicza, więc dba przede wszystkim o swoje przywileje, pensje i stanowiska. Urzędniczka wraca na „należące się” jej miejsce pracy, bo nie jej szef za nie płaci, tylko podatnik. Urzędy nie podlegają kalkulacji i szastają „prawami” pracowniczymi.
      Pięknie jest to opisane w małej książeczce Misesa „Biurokracja”. Świetnie opisuje te zagadnienia też czarny (nie obrazi się) prof. Thomas Sowell „Oni wiedzą lepiej”. Mam nadzieję, że pomogłem.

      Odpowiedz
  5. Jed 21 sierpnia 2013

    Witam Panie Marku,
    dziekuje za odpowiedz.

    Ja mysle podobnie bycie katolikiem nie powinno sie rownac z byciem naiwniakiem – tzn. reagowac na trend czyli jesli statytycznie wiecej pan wykorzystuje takie uprawnienia poprzez ich naduzywanie to bronic interesow i ograniczac ryzyko. Jesli spoleczenstwo by oddurnialo i dojrzalo i zaczelo rozumiec mechanizmy – to wtedy chetniej zatrudniac takie kobiety.

    Nie jest mi latwo to pisac bo mam swiadomosc ze m.in. moja zona przez to ma trudnosci w znalezieniu pracy. Ale wystarczy poczytac fora internetowe gdzie panie radza jedna drugiej „kochana! bierz L4 w 7 tygodniu i nie miej skrupulow nalezy Ci sie to jak psu zupa. Kapitalistyczny krwiopijca prywaciarz sie mniej nachapie i dobra jest.”

    Peerelowska opinia o przedsiebiorcy bedzie jeszcze pokutowac dlugo.

    Niezaleznie od wszystkiego to puenta – ze traca przez to wlasnie same kobiety – smutna ale prawdziwa. Ze zgroza slucham pomyslow o dalszym przedluzaniu maciezynskiego jako panaceum na trudna sytuacje kobiet/rodzin (a najgorzej ze same zainteresowane bardzo sie z tego ciesza bo „beda chronione”).

    Zwrocil Pan za to moja uwage na to ze takie regulacje sluza urzedniczkom i sprawdzaja sie idealnie w tej mrocznej sferze.

    Nie mialbym nic przeciwko temu gdyby tak duze „uprawnienia” pozostawic i nadac tylko urzednikom.

    Wlasnie! Moze rozwiazaniem naszych problemow byloby to zeby wszystkie pomysly rzadu testowac najpierw na urzednikach? Z kodeksu pracy moznaby wyodrebnic „kodeks urzedniczy”.
    Fakt ze oni nie wnosza wartosci dodanej i zyja z naszych podatkow – ale mysle ze mimo wszystko bylaby to mniejsza dotkliwosc dla nas.

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 21 sierpnia 2013

      Sami z żoną rozmawiamy z bólem o tych uprzywilejowaniach dla kobiet, bo uderzają w kobiety jako grupę, a zwłaszcza w bliskie mi, kompetentne osoby jak moja córka. Nie zamierzam jednak krytykować przedsiębiorców z tego powodu, że mogą niechętnie zatrudniać moją córkę.

      Co do ostatniej tezy – testowania na urzędnikach, nie zgadzam się. Wymyślą wtedy zupełnie niestworzone rzeczy! Siedemnasta pensja będzie prawdopodobnie czymś minimalnym. Urzędnicy to jest współczesna klasa próżniacza. Na fali krytyki przedsiębiorców jako „klasy” za wadliwą argumentacją Marksa, sami stali się klasą próżniaczą, pełniącą rolę ciemiężców, niekompetentnych pośredników władzy, wypełniających polecenia z góry. W ten sposób prawdziwi władcy są niezauważeni, bo nasza uwaga skupia się na pośrednikach.

      Odpowiedz
  6. Jed 21 sierpnia 2013

    prawda. „myslenie” urzednikow jest niezle opisane w ksiazce „zasady bezpiecznego biznesu”. system premiowania i awansowania ktory promuje katow przedsiebiorczosci mowi sam za siebie.

    Odpowiedz
  7. Jed 6 września 2013

    Jeszcze jedna rzecz mnie teraz tknęła obserwując jak urzędnicy skarbowi z pasją zaangażowali się w utrudnianie ostatnio życia wirtualnym biurom (minister wypowiedział im wojnę). Przypomina mi się odgórne „zlecenie” na wykończenie firmy Andrzeja Szyjkowskiego.
    Gdyby z takim zapałem urzędnicy swoją energię poświęcali na rzeczy, które tworzą jakieś określone dobro… nawet materialne ale generujące cokolwiek. (Tu informacja do urzędników – kary dla przedsiębiorców nie są wartością)
    Mam kolejną prowokacyjną tezę – należy umożliwić/nakazać politykom i urzędnikom zakładanie firm. Nie zakazywać (jak obecnie) ale nakazywać. Niech się pogimnastykują z formalnościami.
    Zaraz by się znalazł szereg ułatawień i usprawnień.
    Tak wiem, nachapaliby się jako pierwsi, ale skoro i tak to robią a my nic nie możemy z tym zrobić to może chociaż to sprawiłoby, że „okruszkami” z tego ich stołu byłyby jakiekolwiek ułatwienia dla przedsiębiorców.
    Kto jest za?

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 6 września 2013

      Ja bym marzył o takiej kwalifikacji, żeby urzędnicy i politycy wykazali się najpierw prowadzeniem RENTOWNEJ działalności przez MINIMUM 5 lat. Nieudacznicy nie powinni być dopuszczeni do urzędów i do wyborów. Ciekawe, jakby wtedy wyglądało ich podejście do przedsiębiorców. Na dziś tacy ludzie jak Tusk czy Kaczyńscy nie wykazali się żadnymi sukcesami w uczciwym zarabianiu pieniędzy w DOBROWOLNYCH transakcjach rynkowych. Są krótko mówiąc nieudacznikami, którzy wszystkim pracowitym i uzdolnionym ludziom chcą mówić, jak żyć. Ostatnie wypowiedzi nawet Kaczyńskiego (jako opozycjonista powinien mówić sensownie) świadczą o totalnym niezrozumieniu. Ten człowiek chce niszczyć firmy, wszystkie firmy, tylko dlatego, że niektóre z nich są założone przez PRL-owski establishment. Zamiast po prostu ujednolicić przepisy i w końcu wprowadzić równość wobec prawa, która jest w Polsce fikcją.
      Niestety, problem nie jest nowy, bo już Mises pisze o nim w „Mentalności Antykapitalistycznej” tłumacząc, że nieudacznicy zawsze krytykują i przeszkadzają zdolnym i pracowitym, z czystej zawiści.

      Odpowiedz
      • Jed 9 września 2013

        bo urzednik to nie profesja ale specyficzny stan swiadomosci.

        wg mnie teza JK ze trzeba przeswietlac/niszczyc/demaskowac firmy jako siedlisko bylych SBekow jest absurdalna. Mam przeczucie ze wieksza ich czesc trafila do urzedow skarbowych ale pewnoscie nie mam.

        pozostaje uswiadamiac nasze dzieci i otoczenie kto faktycznie generuje a kto konsumuje

        no dobrze a czy postrzeganie przedsiebiorcow zmieni sie to jak juz wymra wszyscy ktorzy pamietaja PRL?

        z jednej strony obecnych gimnazjalistow malo obchodzi IPN
        ale z drugiej strony zapominajac bedziemy sie stawac narodem bez tozsamosci.

        Ale wracajac do katolikow i biznesu:
        Katolicy z zylka przedsiebiorczosci podejmujcie dzialanie! – nie dajcie sobie wmowic ze caly biznes to wyzyskiwacze.
        A nawet jesli tak uwazacie to predzej swoim dzialaniem zmienicie ten obraz i postrzeganie swiata biznesu niz zmienicie swiat polityki.

        Odpowiedz
  8. Ortodoksyjny Katolik 6 października 2015

    KAPITALIZM JEST POTĘPIONY W PIŚMIE ŚWIĘTYM!

    Lepiej stanąć po śmierci przed Bogiem jako antykapitalista i zostać zbawionym, niż całe życie popierać kapitalizm, nową ”prawicę” i złodziejstwo i trafić za to na wieczność do piekła!

    ”I opowiedział im przypowieść: „Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”.

    Ewangelia według św. Łukasza rozdział 12, wersety od 16 do 21

    Co wynika z tej przypowieści? Że chciwy właściciel jak prawie każdy bogacz nie myślał o życiu wiecznym, tylko przesadnym powiększaniu swojego majątku. Nawet nie chciał podzielić się pieniędzmi z ubogimi, aby mieć dobry uczynek względem Boga. Bogacz ten gromadził pieniądze dla siebie, choć i tak miał już ich tyle, że na wszystko było go stać. Ale chciał nadal popełaniać grzech chciwości i żyć w hedonizmie. Nie wiedział jednak, że Bóg zaplanował, aby w niedługim czasie zmarł. Zapomniał o tym, że na tamten świat nie weźmie swoich bogactw.

    ”Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
    Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
    Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.”

    Ewangelia według św. Łukasz rozdział 6, wersety 24 i 25

    W fragmencie Ewangelii Pan Jezus słusznie mówi o bogaczach, którzy podczas życia na ziemi gardzą ubogimi żyjąc sobie w dostatku. Za ich grzechy czeka ich płacz i zgrzytanie zębów!

    ”Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: „Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Lecz Abraham odrzekł: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”. Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” „Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”.

    Ewangelia według św. Łukasza rozdział 16, wersety od 19 do 31

    Ten fragment Ewangelii według św. Łukasza już dobitnie pokazuje co czeka po śmierci bogacza prywaciarza, który gardzi biednymi!

    ”Gdy [Jezus] wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę”. On Mu rzekł: „Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!” Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.”

    Ewangelia według św. Marka, rozdział 10, wersety od 17 do 22

    W powyższym fragmencie Ewangelii według św. Marka mamy wyraźnie przedstawione podejście Jezusa do kapitalizmu. Należy zabiegać o bogactwa w życiu wiecznym, a nie doczesnym oraz pomagać finansowo biednym. Bogaci kapitaliści natomiast uważają, że biednym nie należy się żadna pomoc. Jest to talmudycznym zaprzeczeniem zasad Chrześcijaństwa.

    ”Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: „Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego”. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: „Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego . Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: „Któż więc może się zbawić?” Jezus spojrzał na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”.

    Ewangelia według św. Marka, rozdział 10, wersety od 23 do 27

    Człowiek,kierujący się tylko i wyłącznie chęcią zysku nie zostanie zbawiony. Nie można służyć jednocześnie Bogu i mamonie.

    ”Pytały go [Jana Chrzciciela] tłumy: „Cóż więc mamy czynić?” On im odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech [jedną] da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni”. Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: „Nauczycielu, co mamy czynić?” On im odpowiadał: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono”. Pytali go też i żołnierze: „A my, co mamy czynić?” On im odpowiadał: „Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie”.

    Ewangelia według św. Łukasza rozdział 3, wersety od 10 do 14.

    Św. Jan Chrzciciel przestrzegał żydów, że nie powinno się nigoko wyzyskiwać, ani uciskać lecz należy solidaryzować się i dzielić z biednymi.

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 30 października 2015

      Podziwiam Pana „ortodoksyjność” połączoną z zupełnym niezrozumieniem sensu przytaczanych przez Pana fragmentów. Wielu homiletyków starło się z tymi tekstami, dochodząc do zupełnie innych wniosków. Zapomina Pan, że są dwie metody dochodzenia do majątku: służenie innym na podstawie dobrowolnych umów (wolny rynek) i konfiskata majątku (państwowy przymus). Już to wymusza głębszą analizę. Bo jeśli służenie Mamonie przez kapitalistów jest złem (a jest!), to czymże jest służenie Mamonie przez ludzi, którzy żyją z zalegalizowanej konfiskaty mienia tychże kapitalistów (etatyści, urzędnicy, politycy itd.)?

      Odpowiedz

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Pozostaw odpowiedź Ortodoksyjny Katolik Anuluj pisanie odpowiedzi



Warsaw

01:06