12.07 20130

Komunizm podażowy A.D. 2013

Urodziłem się w komunizmie popytowym. Odkryłem tę prawdę niedawno, właściwie kilka tygodni temu. Moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem kolejek. Kolejki były po wszystko: po mięso stałem raz dwa dni, na zmianę z mamą i z bratem. Sam nie wiedziałem, po co stoję, bo zawsze wolałem kluski niż schabowego. Ale mama kazała, więc stałem. Dopiero później się dowiedziałem, że lepiej sytuowani przedsiębiorcy wynajmowali zawodowych „staczy”, zwykle starsze osoby. A ja głupi zastanawiałem się, dlaczego niektóre babcie stoją całymi dniami w kolejkach.


Kolejki znienawidziłem do tego stopnia, że byłem przekonany, iż w czyśćcu będę stał w kolejce. Ta fobia do kolejek przeszła mi niedawno, gdy stojąc w kolejce do konfesjonału uświadomiłem sobie, że to dobra kolejka jest: sami grzesznicy stojący w kolejce po rozgrzeszenie, stojący w Prawdzie, uznający swoje grzechy… dobre towarzystwo, pomyślałem… dobra kolejka.

Po kolejkach przyszły kartki. Zresztą już wcześniej były, jak talony na samochody. Talon lub kartka były przywilejem, jaki rządząca mafia (nazywana dla niepoznaki rządem) przyznawała tym, co byli grzeczni. Komuna padała w konwulsjach kartkowych, bo pieniądz nie miał żadnej wartości. Cukier, mięso, papierosy, buty, czekolada (a właściwie czekoladopodobny syfek) mogły zostać zakupione tylko na kartki. Więc kartki zastępowały pieniądze. Przywilej zakupu (przywilej popytowy) był obiektem handlu i wymiany. Nawet w obrębie rodziny. Sam zamieniałem kartki na papierosy z ojcem na kartkę na słodycze.
Kartki na mięso nie były w naszej rodzinie problemem, bo mój ojciec miał specjalny przywilej. Miał co miesiąc specjalną kartkę na 10 kg mięsa, a zwykły człowiek, nie będący pracownikiem przemysłu mięsnego dostawał kartkę tylko na 4 kg mięsa o ile pamiętam. Te kartki pracowników Zakładów Mięsnych w Kole to była ekstra wypłata w pieniądzu towarowym – najcenniejszym, chociaż wtedy nie rozumiałem dlaczego. Dziś wiem, że to był pieniądz prawdziwy, dostawało się na takie kartki prawdziwe, najlepsze mięso z przyzakładowym sklepie.
Czasem ludzie mieli zaufanie do siebie i kupowali różne rzeczy za „pieniądze”*, albo często za barter. Łapówki dawało się tylko w prawdziwym pieniądzu towarowym, czyli np. płaciło się szynką lub kiełbasą. I tworzyła się szara strefa. Moja mama miała pod koniec lat 80-tych chyba z pięć lodówek, żeby mieć coś na wymianę. A poza tym pełną zamrażarkę z mięsem, zwłaszcza z szynką „Krakus”, która spełniała rolę złotego pieniądza. Wszystko można było za nią dostać.

Wydawało mi się, że horror spowodowany wyparciem pieniądza z rynku na poczet przywileju zakupu skończył się w latach 90-tych. Ale został on zastąpiony innym horrorem.

W nowym komunizmie XXI wieku socjaliści wymyślili nową formę komunizmu. Teraz nie trzeba mieć kartki na zakupy. Wystarczą pieniądze. Wystarczą?
Popatrzmy: żeby mieć pieniądze, trzeba coś sprzedać albo wyświadczyć jakąś usługę. Usługę można porównać do sprzedaży swojej pracy.
I tu zaczyna się problem… bo ani pracy, ani usług, ani towarów nie można ot, tak sobie sprzedać. Dziś na operację sprzedaży trzeba mieć zezwolenie… czyli kartkę. Taki przywilej na sprzedaż.
Może Czytelnikowi problem wydaje się teoretyczny, ale zobaczmy kilka tylko przykładów z życia:

Kartka na pracę.
Nie wolno bez „kartki” wykonywać prawie 400 zawodów. Trzeba mieć kartkę na przywilej sprzedawania swojej pracy.
Innym przywilejem jest możliwość sprzedania swojej pracy w cenie niższej niż płaca minimalna. Są chętni do sprzedaży swojej pracy w cenie niższej niż płaca minimalna, ale jest to nielegalne, więc tworzy się szara strefa pracy.

Kartka na sprzedaż maszyn
Dziś nie możesz sprzedać żadnej maszyny ani urządzenia bez specjalnej rządowej „kartki”. Nie wystarczy, że zbudujesz maszynę. Ona musi być jeszcze „bezpieczna”. Czyli urzędnicy, za namową… jak myślicie? Tak! Za namową producentów systemów bezpieczeństwa ZAKAZALI sprzedaży maszyn innych niż całkowicie idiotoodporne. Nazywa się to „Znak CE” i mamy już chyba czwartą generację tej kartki. Oczywiście maszyny spełniające CE pierwszej i drugiej generacji są już pewnie nielegalne.
Komu to służy? Wielkim firmom, które mogą zapłacić dwa razy więcej za maszynę z CE. Mała firma nie ma szans na zbudowanie parku maszynowego za rozsądną cenę. I dlatego stanowi mniejsze zagrożenie dla państwowego praktycznie molocha, często zwolnionego z różnych opłat.

Kartka na sprzedaż samochodu
Dealerzy AUDI/VW zaproponowali, żeby wprowadzić zakaz sprzedaży samochodów używanych w Polsce. Ciekawe, dlaczego nie zaproponowali zakazu sprzedaży innych samochodów niż AUDI/VW? Zabrakło im jaj? Jak już wprowadzać komunę, to na całość! Od razu wyrok śmierci za jazdę innym niż AUDI/VW autem. Ja już tej marki samochodu długo nie kupię, taką mam traumę.

Kartka na śmieci.
Ostatnio modna kartka. Kiedyś firma zabierała śmieci sprzed domu raz w tygodniu, dając porządne worki do ich zbierania. Dziś firma posiadająca „kartkę” na wywóz śmieci, czyli przywilej wywożenia ich nadany przez gminną mafię, daje „woreczek” o pojemności połowy pojemnika. Mam swoje lata, rozumiem. Komuna wróciła, worek trzeba sobie zorganizować samodzielnie.

Kartka na łowienie własnych  ryb
Gościu dostał mandat, bo łapał ryby we… własnym oczku wodnym. Nie miał kart(ki)y wędkarskiej… no comments.

Kartka na dzieci
Płaczą wszyscy, że nie rodzą się dzieci, że nie będzie komu płacić emerytur ani podatków. I dobrze. Bo jak tu mieć dzieci, kiedy większość zarobku ludzie oddają w podatkach, opłatach i innych karnych daninach pobieranych przez aparat opresji? Już nawet naukowe (tfu) badania zrobiono, w których udowodniono, że dzietność spada razem ze wzrostem bezrobocia. Jak zwykle w badaniach naukowych (tfu), udowodniono coś, co rozsądny człowiek wie bez badań.
Ale teraz jeszcze trzeba mieć zezwolenie na posiadanie dzieci. Jeszcze nie formalne, ale w rzeczywistości trzeba mieć wiele odwagi i desperacji, żeby urodzić dzieci i próbować je wychowywać. Bo prawdziwe prawa do „wychowania” mają ci, co mają „kartkę” na wychowanie: nauczyciele, urzędnicy społeczni, policja i inne „ciała”, ale nie rodzice. Siniak nabity przy skoku z huśtawki może zakończyć karierę rodzica, skutkując odebraniem mu dziecka w ramach „ochrony” dziecka przez posiadaczy kartki (czyli na przykład osób powiązanych z urzędami mającymi status rodziny zastępczej).

Kartki na sprzedaż (popytowe) są wprowadzane oczywiście po to, by nam się żyło… a jakże, lepiej! A przede wszystkim oczywiście „bezpieczniej”.
Więc „bezpiecznie” możemy iść po zasiłek dla bezrobotnych, który nam się „należy”, ale nie dostaniemy go, bo oczywiście jak to w komunie, urzędnik z wydziału zatrudnienia bezrobotnych nie jest od tego, żeby jakimś nierobom pracy szukać. Przecież sam jest nierobem, to jak ma komuś jeszcze pracę znaleźć? Chyba, że koledze lub córce, bo przecież przywileje rozdaje się tylko znajomym. Jak to w komunizmie.

Widać więc, że dalej jesteśmy w komunizmie, czyli systemie w którym własność prywatna, wolność zawierania umów i pieniądz (prawdziwy, nie fiducjarny) się nie liczą. Liczą się przywileje przyznawane przez klasę rządzącą. A ci, którzy przywilejów nie mają, muszą… no właśnie, co muszą? Czekam na wasze propozycje!

==================================
* Zaznaczam za „pieniądze”, w cudzysłowie, bo to, co mamy w kieszeni to nie są pieniądze, a tylko substytut pieniądza. Pieniądz papierowy to taka „kartka” na prawdziwy pieniądz.

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

03:46