14.10 20140

Mit szkodliwości spekulacji

Spekulant to ulubiony „chłopiec do bicia” wszelkiej maści etatystów, socjalistów, komunistów i innych pogan, dla których państwo jest bożkiem.
Dla wyjaśnienia, kiedyś, gdy jeszcze bito dzieci w szkole, to na przykład dziecka królewskiego nie dotykano. Wynajmowano więc chłopca z biednej rodziny, który za królewicza brał razy, a za to miał super utrzymanie i darmową naukę na wysokim poziomie. Właściwie miał darmowych nauczycieli za friko, bo przecież go nie zakatowano, a kilka rózg nie zaszkodziło nikomu. Ja bym się na taką posadę pisał.
Dziś chłopców do bicia nie ma. Są na zasiłku społecznym i nie uczą się niczego.

Spekulanci to najgorsze szumowiny, jakie znałem z dzieciństwa. Buszowali po sklepach i powodowali znikanie cukru, mięsa, a zwłaszcza papieru toaletowego. Jak coś źle szło, to winni byli spekulanci. Dziś też, jak coś politycy „zepsują” (to kulturalny blog, nie będę używał wulgaryzmów, co by moja mądra Żona – oby żyła wiecznie – powiedziała żem cham), to konkluzja jest taka sama, bo i socjalizmu mamy więcej w Socjalistycznej Europie – winni są spekulanci. Politycy oczywiście chcieli dobrze, plany były znakomite, wszyscy mieli mieć lepiej, ale lepiej mają tylko politycy, bo wicie rozumicie… spekulanci.

Przyznam się wam, ja tych spekulantów to uważałem za postacie wirtualne. Tacy wirtualni gangsterzy, których cała policja ściga, ale jakby w „Misiu”, żeby nie złapać. Bo oni tylko dla postrachu są, tak mi się wydawało, bo w propagandę socjalistyczną co prawda szybko przestałem wierzyć, ale o spekulantach nie wiedziałem zgoła nic.

Aż tu nagle… czytam sobie spokojnie „Ludzkie działanie” Misesa… i dowiaduję się, że ONI istnieją! Tylko, że jakoś inaczej ten spekulant został przedstawiony. Na pewno Mises się pomylił (przecież politycy wiedzą lepiej), bo on spekulantów wychwalał pod niebiosa. OK, właściwie to jak po tych opisach Misesa zacząłem spekulantom współczuć. Bo spekulant ma ciężkie życie. Widzi, że jakiś towar jest gdzieś tani. Więc mówi sobie: kupuję! I jak tylko zaczyna kupować, a zwykle kupuje duże ilości (bo chce dużo zarobić przecież), to cena zaczyna rosnąć. No i wychodzi na to, że sam sobie robi szkodę. Ale mówi sobie, że i tak zarobi, bo przecież gdzie indziej jest bardzo drogo. Tylko pilnuje, żeby się inni spekulanci nie dowiedzieli, gdzie kupuje. Bo jak się dowiedzą, to zaczną sami kupować i cena zakupu będzie jeszcze szybciej rosnąć, a spekulant jest przecież złym człowiekiem, więc nie chce innym spekulantom powiedzieć. No i jak już nakupuje, to zaczyna sprzedawać. I wtedy dzieje się znowu rzecz straszna dla spekulanta: im więcej sprzedaje, tym bardziej cena… spada!

Bo spekulacja polega na tym, że spekulant próbuje odgadnąć przyszłą cenę towaru w określonym miejscu. I musi zaryzykować swoimi pieniędzmi, żeby ten towar kupić i dostarczyć w nowe miejsce, gdzie cena była wyższa. Jeśli ma szczęście i dobrze przewidział – zarobi. W innym wypadku – straci i nikt nie będzie go żałował. A skoro nikt spekulanta nie żałuje gdy traci, to nikt nie powinien mu też żałować, gdy zarabia. Ale socjalistyczna mentalność oparta na religijnej, państwowej zawiści nie umie się oderwać mentalnie od zarobków spekulanta. I dlatego daje „państwu”, czyli urzędnikom władzę ustalania cen. A wtedy dzieją się „cuda”: powstają „świńskie górki”, kolejki do lekarzy, łapówki za licencje, demonstracje górników, strajki lekarzy i inne urozmaicenia fundowane nam tylko wtedy, gdy nie ma spekulantów, którzy by z tym wszystkim zrobili porządek. Bo spekulanci natychmiast zrobiliby porządek przerzucając tańszy węgiel jak górnicy strajkują, wywożąc ludzi do lekarza jak nie ma ich w wyniku rządowych licencji itd., itd.
Dlatego wszelkie mafie nie wyłączając rządów, spekulantów się boją jak ognia i zakazują im działalności gdzie się tylko da. I robią im straszny pijar.

Teraz na serio: spekulacja powoduje w rzeczywistości stabilizację cen. W wyniku działania spekulantów przede wszystkim ceny rynkowe możemy w ogóle poznać. A poznanie cen rynkowych jest podstawą obliczeń kosztowych dla wszelkiego gospodarowania. Tylko dzięki znajomości cen rynkowych mógł przetrwać tak długo Związek Radziecki. Bo największym prezentem dla Sowietów były… codzienne notowania giełdy nowojorskiej, która ustalała czy żelazo jest ciągle tańsze od miedzi i o ile. W ten sposób można było obliczyć, czy kable jeszcze się opłaca robić z miedzi, a obudowy z żelaza.

Gdyby nie spekulanci, ceny różniłyby się wszędzie bardzo mocno. A tak, mogą się różnić tylko o… no właśnie, o co? O koszt transportu wyłącznie. Zwraca na to uwagę inny „austriak”, Carl Menger. Spekulanci nie znają słowa „wyłączność rynkowa”. Jeśli cena oferowana przez oficjalnego dystrybutora samochodów, np. Forda jest zbyt wysoka w Polsce, uruchomią import z USA, a nawet zaoferują konkurencyjny serwis. Jeśli usługi medyczne są droższe w UK, to przewiozą pacjenta do Polski, jeśli tylko różnica jest większa niż koszt transportu właśnie.

Dlatego spekulanci mają bardzo złą prasę, bo rozwalają „wielkie i mądre” plany nie tylko politykom. Mają z nimi kłopot również wszelkie korporacje, które chętnie opatentują, obłożą cłem, nałożą opłaty licencyjne, udzielą zezwolenia… najtaniej rękami polityków. Urzędnicy na koszt własny ofiar, nazywanych dla niepoznaki „obywatelami” będą pilnowali, żeby przypadkiem żadna korporacja nie straciła nadzwyczajnych zysków w wyniku działania spekulantów.

Sam jako „autoryzowany dystrybutor” mam ciężkie życie ze spekulantami, którzy mi usiłują podbierać klientów oferując „to samo” taniej. Musimy się sprężać, trzymać odstraszająco niskie ceny, zapasy magazynowe dla szybkiej reakcji i świetnie wyszkolony personel do po sprzedażowej obsługi i serwisu. Spekulanci trzymają nasze zwieracze w stanie gotowości 😉 Kiedyś się na spekulantów denerwowałem. Dziś, mając wyćwiczone biznesowe mięśnie, dziękuję im za ich starania. Pomagają mi zarówno w negocjacjach z Klientami, jak i z naszymi Partnerami.

Carl Menger zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt spekulacji: spekulanci spekulują w zasadzie między sobą. Obracając wielkimi ilościami towarów, a często tylko tytułami do nich powodują, że wahania cen są wygaszane jeszcze szybciej. Bo łatwiej jest na giełdzie sprzedać opcje na zakup ropy niż tankowiec ropy stojący w porcie. Często tankowiec z ropą jest sprzedawany kilkanaście razy zanim dopłynie z Bilskiego Wschodu do Europy. Dopiero po ustabilizowaniu ceny towary, jak zaznacza Menger, powolutku są sprzedawane na otwartym rynku. A nieświadomi niczego konsumenci nie wiedzą nawet, że po drodze spekulanci zaabsorbowali wszelkie zmienne: trzęsienia ziemi, zmiany ustaw, tsunami, strajki, katastrofy lotnicze, a nawet wojny.

Wniosek jest prosty – spekulanci to kochani ludzie. I nie dajmy sobie zrobić wody z mózgu przez reżimowe media. Bo w mediach też zabroniona jest spekulacja, wiecie już dlaczego?

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

23:06