14.10 20141

Przedsiębiorczość to obraz Ducha Bożego w nas !

Teraz będzie holistycznie i syntetycznie 😉

Po pierwsze, warto zapoznać się z Imieniem Bożym – tetragram JHWH oznacza słowo, które w żadnym współczesnym języku nie ma odpowiednika. W rzeczy samej, jest to wynikiem specyficznego braku w języku hebrajskim,(1) polegającego na tym, że w tym języku… nie ma czasów. Wszystko jest w czasie teraźniejszym. Wyrażenie przeszłości i przyszłości z konieczności jest kontekstowe. Są za to tryby: dokonany i niedokonany. I teraz najważniejsze: tetragram oznacza słowo „być” w trybie niedokonanym. Spróbujcie teraz powiedzieć „jestem” w  trybie niedokonanym…

Dla mnie polskie tłumaczenie biblijne „Ja jestem, który jestem” brzmi jak pusta poduszka. Za to wyobrażenie sobie, jak głębokie znaczenie ma Boże Imię rozsadza mi mózg. Bo to jest niepojęte, że Bóg się staje, że się nigdy nie kończy, że On jest dynamicznym, żywym Bytem. Że jest… przedsiębiorczy? Nie tylko „żywy”, nie tylko „realny”, ale sprawiający rzeczy, tworzący, kreatywny, stawający się… tysiąc słów nie opisze tego geniuszu, tego serca gorącego, tego żaru rozpalającego wyobraźnię.

I teraz ten Bóg o dynamicznym imieniu wzywa nas i mówi „stawajcie się jak JA!”
Oprócz zatchnięcia, braku słów… co mam powiedzieć?

Bo Bóg mówi mi: wal do przodu synu! Walcz! Zdobywaj! A przede wszystkim: „działaj, twórz” !
Wycofanie nie jest żadną opcją, jego Syn mówi wprost: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”. (Łk 9,62) Więc nie tylko mamy walić do przodu, ale nawet nie wolno nam odwracać głowy do tyłu! Nic, co było się nie liczy! Przeszłość po prostu nie istnieje!
Wyrwane z piersi rosyjskie „urrraaaaa” to marna namiastka, bo spowodowane było strachem przed postępującymi za wojskiem enkawudowcami, rozstrzeliwującymi na poczekaniu opornych. A my mamy z wnętrza serca, z brzucha samego zasięgnąć energię i nigdy, ale to nigdy nie poprzestać na wysiłkach w tworzeniu siebie i świata wokoło. Wielkie to słowa, ale jakie inne mogą być, gdy myśli dotyczą aż tak wielkich rzeczy?
Status quo w języku bożym nie istnieje. Bo status quo to brak ruchu, brak zmiany. Bóg niszczy każde status quo. Bóg JEST zmianą!

Dynamika to nie cecha Diabła, jak nam próbują wmawiać poganie wszelkiej maści. Sadzają oni Boga na tronie, każąc mu siedzieć na… wiecie czym, a Diabeł w tym czasie „czyni złoooo…”
Nie ma większej bzdury! To Bóg jest stroną działającą. Metodycznie, systematycznie, używając wszelkich dostępnych narzędzi i wytwarzając sobie ciągle nowe, rozrzutnie rozsiewa ziarna, rozwala ziemię i niebiosa wulkanami, kopie tunele wodą i ciągle, ale to ciągle stwarza wszystko NA NOWO! Diabeł właśnie jest jak mały, podstępny i leniwy szachraj, nie umiejący sam nic stworzyć, podkłada tylko nogę i ciągle szepcze do ucha: „nie uda ci się, nie dasz rady, po co ci to?, do niczego się nie nadajesz…”

I teraz mamy przedsiębiorcę: dynamicznego, ciągle głodnego stwórcę, niszczyciela status quo, rozwalającego zastane tylko po to, by w swojej rozrzutności energii wierzyć, że może zastąpić istniejący stan czymś lepszym, bardziej wydajnym, tańszym… podnoszącego się po upadku i porażkach, zdradach fajtera. Skąd bierze tego ducha walki?
Jeśli słyszę słowa, że „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1,27), to widzę właśnie nie tyle Boga z rękami i nogami narysowanego przez dziecko, ale przedsiębiorcę, pracowitego człowieka usiłującego zmienić świat wokół siebie. Żądza pieniądza nie ma tu nic do rzeczy. Pieniądz oddany dobrowolnie za produkt czy usługę jest miarą użyteczności, aprobatą działania i okazaniem, że zaspokaja potrzebę, za którą zapłacono. Bóg sam oczekuje uznania dla Jego dzieł. Jak pieniądze dane przedsiębiorcy nie są same w sobie celem działania, tak cześć oddana Bogu nie jest sama w sobie celem, choć jest formą zadośćuczynienia jak zapłata dana przedsiębiorcy.

Celem dla Boga jest podzielenie się Sobą. Bo On jest Wszystkim i jest Pełnią Szczęścia. Osobom, które uznają dzieła boże, Bóg może siebie dać, bo bez upoważnienia człowieka nie może do nas przyjśc. Celem działania przedsiębiorcy jest zaspokojenie potrzeb innych ludzi. Są oni nazywani dla uproszczenia klientami, tak jak czciciele Boga są nazywani wyznawcami. Jeśli klient nie jest chętny do wymiany, oferta przedsiębiorcy nie ma racji bytu. Przedsiębiorca zmuszający klientów do skorzystania ze swej oferty przemocą wyrzeka się swojej misji.

Szatan zachęca nas, byśmy się swojego boskiego, przedsiębiorczego pierwiastka wyrzekli. Mami nas pragnieniami osiągnięcia bezpieczeństwa, spokoju, emerytury, status quo właśnie. Albo namawia, byśmy chociaż na chwilę zapomnieli się w unicestwiającym „feeling good”, czy to w wyniku rozrywki, seksu, czy w wyniku działania używki lub narkotyku.
Kto się modlił kiedykolwiek długotrwale wie, że w modlitwie trudno po prostu „dobrze się poczuć”. Pokusy i rozproszenia są codzienną rzeczywistością. Uniesienia są rzadkością. Nawet niewierzący człowiek intuicyjnie czuje, że najmniejszy szczery kontakt z Przedsiębiorcą może skończyć się trzęsieniem ziemi, zniszczeniem dotychczasowego sposobu życia. Myślę, że właśnie dlatego wiele osób obawia się szczerej modlitwy. Nie z pychy czy niewiary, ale z atawistycznego lęku przed nieznanym właśnie.

Przedsiębiorca jest takim właśnie twórczym niszczycielem, zastępującym istniejący stan stanem lepszym. Przedsiębiorcy nie obchodzi, że inny przedsiębiorca jeszcze nie zamortyzował swojej linii produkcyjnej. On po prostu buduje nową. Ta „rozrzutność” rynku jest zaiste bliższa wystawności bożych fajerwerków widocznych w burzach i wybuchach wulkanów.

Kogo widzę więc jako przedstawicieli Szatana? Wszystkich tych, którzy tę naturalną żywotność, tę bożą energię w ludziach tłamszą i zabijają. Wszystkich sączących słowa zniechęcenia: to nie dla ciebie, nie dasz rady, nie wolno ci, nie wywyższaj się, nie popisuj się…
Przeciwnicy przedsiębiorców chętnie zrównaliby wszystkich. Do poziomu ziemi, żeby mogli chodzić po zrównanych głowach. Przedsiębiorcy chcą inaczej, oni chcą być inni, zmieniać siebie, zmieniać świat. Tylko zróżnicowani ludzie mogą wymieniać między sobą usługi i swoje talenty. Tylko od bogatego klienta można dostać wielkie zamówienie. Biedak co najwyżej przyjdzie po jałmużnę.
„Równi” mogą co najwyżej praktykować zawiść w coraz mniejszych, coraz mniej ważnych sprawach. Jak te plemiona prymitywne, co nawet mięsa nie mają, bo jak znajdą kawałek, to zakopują i przychodzą w ciemności, żeby reszta plemienia nie widziała, że jedzą.(2)

Jak wiemy, szatan ma swoich wyznawców, a także swoje sługi. Tu, na tym świecie. Te sługi nie umieją nic zrobić, nie chcą nic tworzyć. Ich działanie jest czysto duchowe, nie żartuję. Chcą zniszczyć materię wytworzoną przez przedsiębiorców, chcą zburzyć bogactwo i uczynić wszystkich biedakami. Po co? By upokorzyć wszystkich. Po równo.

No, i tyle tych mądrości na dzisiaj.
Innymi słowy podsumuję zasłyszanym w internecie: Padłeś? Powstań! Popraw koronę i do boju!

(1) nie znam hebrajskiego, te informacje podaję za profesor Świderkówną.
(2) Helmut Schoeck, „Zawiść”

1 Comment for "Przedsiębiorczość to obraz Ducha Bożego w nas !"

  1. Jędrzej 15 marca 2016

    Aż się dziwię, że tego wpisu wcześniej nie skomentowałem. Bardzo inspirujące. A odnośnie fragmentu, że na modlitwie trudno po prostu „poczuć się dobrze” – jeden z zakonników powiedział kiedyś, że modlitwa z biologicznego punktu widzenia to umieranie bo w końcu jest to „tracenie” czasu a jego upływ przybliża nas do momentu śmierci. Stąd nasze naturalne odruchy obronne przed modlitwą 😉
    No ale na szczęście mamy szereg „paradoksów Chrystusa” jak m.in. życiodajna śmierć 🙂

    Odpowiedz

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

23:02