06.04 20133

Diagnostyka… magiczna!

Po robocie, przy sobocie… pora na lżejszy temat. Jednak związany z pracą, wybaczcie. Jedna sytuacja z mijającego tygodnia doprowadziła mnie do pewnej refleksji. Otóż, rozczulenie i wręcz załamanie nerwowe wzbudzają we mnie osoby, które w XXI wieku wierzą w magię. To wydumany problem? Absolutnie nie!

Wróżbita Maciej – podobno zna się na magii.
Źródło: hitypolskiegointernetu.pl

Pal licho horoskopy – nie o tym mowa. Te tematy zostawiam Wróżbicie Maciejowi 😉 Często spotykam wierzących w czary na rynku przemysłowym, w technice, gdzie „szkiełko i oko” powinny być jedynymi kryteriami działania. Rozumiem, że ignorancja techniczna i brak edukacji ogólnej święci tryumfy, ale poziom rozmów o diagnostyce procesów technologicznych potrafi wprowadzić mnie w stan dziwnego podekscytowania, ktore było prawdopodobnie znane podróżnikom eksplorującym Afrykę, gdy pierwszy raz w życiu widzieli dajmy na to, żyrafę.

Obszar dozowania płynów montażowych to terra nova. Inżynierowie przychodzą do AMB TECHNIC zdziwieni, że w małej miejscowości, na uboczu znajduje się światowej klasy laboratorium. Jednak to, co ich szokuje to nie konieczność podjęcia szybkiej nauki w obszarze mechaniki ośrodków ciągłych (na blogu to można sobie walnąć tekścik, nie?), ale pokonanie psychologicznych i intelektualnych barier w rozmowach z wierzącymi w czary przedstawicielami poważnych i renomowanych firm.

Jak taka rozmowa wygląda? Ano, zaczyna się od szatańskiego skądinąd oskarżenia, że skoro maszyna  nie działa zgodnie z życzeniem klienta, to na podstawie telefonicznego zgłoszenia sformułowanego dość ogólnikowo, serwisant powinien się domyślić i wskazać przyczynę usterki natychmiastowo, nie zadając zgłaszającemu zupełnie zbędnych pytań kontrolnych. I to jest pierwsze oczekiwanie magii.
Potem zaczyna się zupełnie niemagiczny etap, polegający na próbie uruchomienia składnika „sapiens” w rozmówcy. Tutaj życie mnie nauczyło, że propaganda ekologiczna zrobiła niezłe spustoszenie w wielu mózgach. Jesteśmy tak zapatrzeni w nieznaczne różnice w budowie DNA między ludźmi a zwierzętami, że zapominamy o składniku „sapiens” w nazwie naszego gatunku, którą samiśmy sobie przyznali. Mawiam czasem, że wszyscy jesteśmy „homo”, ale „sapiens” to tylko w ostateczności.
Zamiast „sapiens” mamy często do czynienia z zachowaniem urzędniczym: klient przechodzi do etapu zastraszania. Zamiast próby przeprowadzenia procesu myślowego opartego na zrozumieniu, do czego maszyna służy i co robi, a w konsekwencji dlaczego nie działa, zaczynają się oskarżenia i zarzuty. Że nie było szkolenia, że nie przekazano dokumentacji, że sprzedano maszynę niewłaściwą… mimo pisemnych potwierdzeń osób szkolonych, raportów z uruchomień potwierdzających działanie itd.
Czasem wspominam powiedzenie mojej koleżanki, mawiającej że „klient nie wie, czego chce, ale wie, czego nie chce, zwłaszcza jak to już dostanie”. I tu twarde spotkanie z czynnikiem etatyzmu w nas, czyli z… przemocą. Próba zmuszenia nas do uruchomienia procesu lub maszyny na nasz koszt, bez płacenia, czyli socjalistyczny wyzysk z użyciem przemocy. Najczęściej to my jesteśmy głupią, szlachetną stroną konfliktu i jak to mówią „bierzemy na klatę”. Jeździmy za darmo, pożyczamy za darmo sprzęt zastępczy, uczymy leniwych i głupich operatorów po raz trzeci… może czas zmądrzeć?

Najciekawsza jednak część zaczyna się później.
Trzeba kupić części zamienne. Na częściach zamiennych zarabiamy tak mało, że moglibyśmy zaraz zamknąć budę. Ale zakup elementu wymiennego to jest horror, płacz i tragedia. Nieważne, że maszyna zrobiła którąś setkę tysięcy elementów, że ograniczyła zużycie żywicy, że wyeliminowała braki. Nieważne, że na samym kleju zaoszczędzono 15-20 razy tyle ile kosztuje zestaw naprawczy. Nieistotne, że elementy zostały uszkodzone przez operatora. Czasem bez maszyny na określonym poziomie nie można w ogóle produkować, ale… dlaczego trzeba kupić uszczelkę? Przecież maszyna powinna pracować bez tarcia, szczelność powinna być zachowana bez stosowania uszczelek. Ok, jeszcze się nikt nie przyczepił, że maszyna w ogóle prąd lub powietrze pobiera? Może trzeba się cieszyć, bo może być gorzej?

Mamy maszyny, które pracowały kilka lat, a klient ma pretensje, że trzeba je poddać konserwacji… zamiast produkować, woli się procesować. Ot, logika lemingów.

No a potem zaczyna się żądanie i oczekiwanie magii całkowitej. Klient po kilku latach ma już trzeciego lub piątego operatora, ale szkolenia oczywiście nie zamawiał. Przecież wiedza i zrozumienie procesu powinno być przekazywane telepatycznie. Poza tym szkoła państwowa, czyli darmowa, dostarcza doskonałych fachowców na rynek – za darmo, prawda?. Z mojej perspektywy jednak wynika, że szkoła państwowa głównie uczy oskarżania innych o to, co powinniśmy zrobic sami. Myślenie życzeniowe łatwo rozpoznać, bo zdania zaczynają się od „państwo powinni”.

Ostatni etap żądania magii wygląda tak, że maszyna przyjeżdża po jakimś (zwykle dłuższym) czasie na serwis, z żądaniem wymiany uszczelek, dajmy na to w głowicy. Uszczelki zostają wymienione, maszyna działa poprawnie, działanie zostaje stwierdzone protokołem, podpisanym przez klienta oczywiście.

Po kilku dniach „wychodzi” inna usterka, czasem usterka się powtarza, maszyna wraca. Stwierdzamy, że jednak nie da się… trzeba będzie zrobić większą konserwację. To będzie tyle a tyle… I wtedy się zaczyna: „to wy nie wiedzieliście, że trzeba to zrobić?”, jacy z was fachowcy? Powinniście (patrz wyżej) sami powiedzieć (przewidywanie przyszłości, widzenie przez metal, pomiar zużycia bez demontażu), i pomnikowe oświadczenie, że klient wierzy w czary z cyklu:

„za to, że nie wiedzieliście, co się stanie, wstrzymuję wam płatność faktury i żądam cofnięcia jej, a wtedy MOŻE wam zlecę konserwację”.

Prawniczka po przeczytaniu korespondencji zakwalifikowała rzecz jako próbę wyłudzenia. Prawnicy i księgowi zazwyczaj nie wierzą w czary 😉

3 Comments for "Diagnostyka… magiczna!"

  1. Pingback: O magii i wyciąganiu sobie smoczka z buzi | Maciej Gnyszka

  2. Andrey 21 października 2013

    granica siec/swiat zewnetrzny nie pkotywa sie z granica sztuczne/prawdziwe.w swiecie duzo jest tego nieprawdziwego bezsensowne wegetacje, zaklamane stosunki miedzy ludzmi;w sieci zdarza sie spotkac cos prawdziwego.na przyklad prawdziwe sa refleksje, ktore mnie nawiedzaja, kiedy czytam madrych ludzi.dzieki.

    Odpowiedz
  3. Pingback: O magii i wyciąganiu sobie smoczka z buzi | Maciej Gnyszka

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

18:30