26.05 20130

Egoizm chrześcijański

O. Fabian Błaszkiewicz przytacza w jednej ze swoich konferencji opowieść o rycerzu, przechodzącym trudności w podróży. Napadli go zbójcy, zranili mu konia, ledwie uszedł z życiem, a na końcu objawia się mu Chrystus i mówi, że to wszystko była Jego robota. Rycerz miał w tych wszystkich wydarzeniach zmężnieć i dojrzeć.

Oburzony rycerz wyrzuca Jezusowi, że w takim razie po co dopuścił do zranienia konia, który wszak nie był niczemu winien. Na co Zmartwychstały ucina dyskusję mówiąc:
– A to już jest jego (konia) historia.
Inymi słowy, nic ci do życia innych, nawet zwierząt. Każdy ma swoje życie, swoją historię, swoją odpowiedzialność.
Zdumiewa w dyskursie publicznym troska etatystów o innych ludzi: „jacy oni są biedni, jacy głupi, jak bardzo sami sobie nie poradzą…” Trzeba wprowadzić przymusowe ubezpieczenia od gradobicia, od wypadków, od złego traktowania.. Jak wielka „troska” przebija z retoryki socjalistów o „wspólne” dobro, o państwo, o wykształcenie, o drogi, o bezpieczeństwo… I jaka niewiarygodna obłuda z tej „troski” wyłazi wszystkimi szczelinami.
Nie raz w dyskusjach zarzucano mi egoizm, brak dbałości o innych ludzi, o nieliczenie się ich potrzebami. Zarzut taki jest o tyle chybiony, że ja po prostu nie znam potrzeb innych ludzi. Nie jestem w stanie nawet w przybliżeniu oszacować, czego inni ludzie chcą. Jestem w stanie powiedzieć tylko (a i to nie zawsze), czego ja sam chcę, jakie są moje potrzeby i pragnienia. I mówię o tym otwarcie. Mam też świadomość, że tylko ja sam jestem odpowiedzialny za moje własne zbawienie albo potępienie, za moje wybory i dążenia. I że nikt nie zbawi mnie bez mojej woli.
Problemem socjalistów nie jest to, że się tak troszczą o innych. Ich problemem jest to, że tą „troską” o dobro wspólne zasłaniają własne lęki, żądze i własne dążenie do władzy nad innymi ludźmi. Jak w książce Perkinsa*, najpierw idzie kłamstwo i propaganda, potem skrytobójstwo, a potem otwarta wojna.
Argumentację stosująca retorykę „troski o innych” wkładam do pudełka z napisem „propaganda i kłamstwo”. Pod płaszczykiem wyśmiewanego (i słusznie) przez Ayn Rand altruizmu kryją się zasłonięte komunałami zdrada i obłuda. I nie znaczenia, czy altruistą jest polityk namawiający do „wyrównania szans”, czy ksiądz katolicki bredzący w kazaniu o konieczności „pomocy wynikającej z miłosierdzia”. Religia chrześcijańska jest oparta na egoiźmie.
egoizm-czy-altruizm?
Na egoiźmie, ale nie na zawiści. Bo egoizm chrześcijański jest czysty i niewinny, jak randyzm odarty z seksu. Chrześcijanin wie i ma to wdrukowane w sercu, że:
  • Zanim pójdzie się nawracać innych, należy się najpierw nawrócić samemu.
  • Zanim zacznie się pomagać biednym za cudze pieniądze, należy je wpierw zgromadzić własnym żebractwem i wyrzeczeniem.
  • Że zmianę świata zaczyna się od siebie.
  • Że aby pomagać biednym, trzeba najpierw nie być jednym z nich.
Inaczej także katolik zasługuje tylko na etykietę faryzeusza: pobożnego, ale błądzącego nauczyciela ślepych, będącego jak grób pobielany.
No tak… i znowu będę musiał się tłumaczyć, że mimo, iż dzisiaj w Kościele panuje moda na „integrację z biednymi”, to jednak żaden biedny nie da hojnej jałmużny na ogrzanie Kościoła, jak sam czeka na Caritas, by mu ktoś kupił węgiel na zimę. Niemądra pomoc kościelna kastruje psychicznie tak samo jak „pomoc” urzędnika MOPS, który gardzi swoimi podopiecznymi, nie starającymi się nawet o pracę, bo… po co?
A niemądra nauka kościelna (bo niekoniecznie nauka Kościoła) powoduje, że zamiast się wyzwalać ze źle rozumianego altruizmu, brniemy w niego, ucząc biednych postawy nabytej bezradności.
Zaczynamy więc od egoizmu, zdrowego egoizmu opartego na pokorze. Bo jak sam się nie umyję i będę śmierdział na trzy metry, to jak przekonam brudasa, że mycie to przyjemność?
Egoizm chrześcijański jest też oparty na wolności. Uwielbieniu własnej wolności i poszanowaniu cudzej. Wolności do czynienia dobra, perswazji, głoszenia odkrytych przez siebie prawd i… wynikających z tego kłótni. Wszak chrześcijanie to najbardziej kłótliwa grupa religijna. A kłótliwość wynika z poczucia, że należy głosić z przekonaniem Prawdę. A jak się jej nie zna, to trzeba jej z gorliwością szukać. Egoistycznie. Dla siebie samego.To niewierzący wprowadzają socjalistyczny altruistyczny zwyczaj „tolerancji” i szukania „kompromisu”. Jak się wierzy w Prawdę, to nie idzie się na kompromisy. Kompromisy prowadzą do piekła, a tam będą wszyscy altruiści, płacący za obiad dla biedaka (i swój przy okazji) kradzionymi, wyłudzonymi lub zrabowanymi pieniędzmi.
* John Perkins „Hitman, czyli wyznania ekonomisty od brudnej roboty”

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

07:37