14.04 20131

„Układ zamknięty”?

Odczekałem tydzień. Jednak nie mogę się opanować i muszę swoje trzy grosze dorzucić. Pobyt w kinie na filmie „Układ zamknięty” i odżyły wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Sceny oglądane nie tyle mnie zgorszyły, co obudziły emocje i przypomniały, że „Układ” wcale nie jest zamknięty, chociaż powinien być!

foto dzięki blogspot.com

Jak zamknięty? Śp. prof. Sz., znienawidzony przeze mnie analityk matematyczny, mój gnębiciel przez „modulo siedem”, dzięki któremu do dziś w sekundy obliczam resztę z dzielenia przez siedem dowolnej liczby (jak była jedynka, ja szedłem do odpowiedzi), był jednocześnie jednym z pierwszych nauczycieli, który wśród swoich licznych dygresji rzucił kiedyś, że urzędników należy wszystkich przenieść w odosobniony teren, zapewnić sowite wynagrodzenia i… nie pozwolić im się kontaktować z otoczeniem. Będą wtedy, mówił, mniej szkodliwi niż są wówczas, gdy umieszczeni wśród ludzi udają, że coś robią dobrego.

Gdy patrzyłem w kinie na sikające ze strachu, wyrwane z łóżka dziecko trzymane po lufą karabinu trzymanego przez uzbrojonego po uszy cyngla, wyposażonego „oczywiście” w kuloodporną kamizelkę i hełm, przypomniał mi się Grzegorz Przemyk, redaktor Tomaszewski i inni, zatłuczeni pałami w czasie stanu wojennego. To ci sami ludzie, którzy wtedy pałowali lub wydawali rozkazy swoim poddanym, teraz niszczą Tuskową „sól ziemi”, która jest solą chyba tylko w oku Premiera i jego rządu (choć jednak słowo „banda” wydaje mi się bardziej adekwatne!). Bo nie mogą oni przejść obojętnie obok człowieka prawego, uczciwie płacącego im haracz zwany podatkiem. Muszą jeszcze zgnębić, zgnoić i… ostatecznie zmarnować wszystko, co im wpadnie w ręce.

Pomyślałem sobie, że niektórzy, jak dzisiejszy pan prezydent, będą się pocieszali, że to nas teraz nie dotyczy, że to już było, że tych ludzi nie ma, a rzeczywistość nie jest „aż taka zła”. Niestety tak nie jest i mam na to dowód bardzo mocny. Dokładnie pamiętam szujowatość podwładnych mojego ojca, który jako dobrotliwy dyrektor-alkoholik, zapatrzony w partię jak w obrazek, wywoływał w nich zachowania wiernopoddańcze.
Skąd to wiem? Byłem dzieckiem. I widziałem tych ludzi gdy byli sami, a jakoś nie zwracali uwagi na kilkuletnie dziecko. Słyszałem ich rozmowy i… ton ich głosu. Ten ton głosu, który zmieniał się w służalczy pisk, gdy wchodzili do jego gabinetu, albo gdy spotykali go na terenie publicznym. Oszczędzę wam nazwisk i detali. Ale może dlatego jestem takim przeciwnikiem komuny – bo widziałem, co robi z ludzi gdy liczy się tylko siła i „zasługi”. Dla mafii oczywiście. Tej urzędniczej – różni się bowiem od tej sycylijskiej / pruszkowskiej / wołomińskiej coraz mniej!

Tylko bandziory mogły wymyślić medal „za walkę ze zorganizowaną przestępczością” – ta scena z filmu ciągle stoi przed moimi oczami. Ciekawe… powinni go przecież nadawać przede wszystkim swoim politycznym i społecznym oponentom, którzy walczą ze zorganizowaną na wzór przestępczej grupy urzędniczą kliką. Może na przykład i mnie? Nie, żebym chciał przyjąć, ale logika nasuwa się sama, że to właśnie ludzie dążący do wolności powinni dostać ten medal, to dla nich został on wymyślony. Ale gangsterzy przyznają go sobie nawzajem właśnie za… zniszczenie kolejnego wolnego człowieka. Ironia losu? Brak mi odpowiedniego słowa. Ale na pewno absurd.

Korupcja to jest salonowe słowo. Właściwe słowa to: konfiskata, zabór mienia, grabież. Takich słów używała Ayn Rand, anty-katoliczka, którą ja prywatnie uważam za ogromnie biedną i poszukującą osobę. Ale słownik miała adekwatny. Ona też, jak ja, wzrastała w absurdzie socjalizmu. Może nie została przez niego zraniona fizycznie, ale widziała z bliska zezwierzęcenie i służalczość piesków „salonowych” jak grany przez Wojciecha Żołądkowicza prokuratorek na posyłki.

I za takie przestępstwa, dokonywane w majestacie bezprawia (bo nawet to poszargane prawo jest przez te szumowiny omijane i łamane) ci ludzie obdarzają się nagrodami i awansami. I nie tylko chodzą wśród uczciwych ludzi, ale nawet na ich koszt dożywają wysokich emerytur. I hucznych pogrzebów na koszt „państwa”, czyli nasz.

Gdy zadawałem sobie pytanie, gdzie jest Bóg, że na to pozwala, przyszła mi myśl, może od Niego:

Nie pytaj, gdzie Ja jestem. Zapytaj sam siebie, gdzie ty jesteś? Gdzie są twoje słowa, które trzeba się wypowiedzieć? Gdzie są twoje czyny wspierające i broniące Sprawiedliwości przeciw >>rządcom świata tych ciemności<<? Nie czekaj, aż Ja odgonię te Moce, sam je odgoń i czyń Moje Królestwo już tu, na ziemi.

Jeśli nasz Król jest „ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem (Ef 1, 21), to dlaczego my się boimy tych szumowin i pozwalamy im sobą pomiatać? Czyńmy Królestwo! Nie dajmy się rozwinąć pierwiastkom duchowym zła i pójdźmy walczyć. Bo po cóż nam życie, jeśli go nie przeżyjemy walcząc?

1 Comment for "„Układ zamknięty”?"

  1. Jed 25 czerwca 2013

    Tak

    Odpowiedz

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

18:19