22.04 20134

Wiedeński recepcjonista to jest to!

By: Marek Bernaciak Categories:Blog

W recepcji hotelowej nie oczekujemy spotkania z myślicielem, prawda? No… chyba, że akurat jesteśmy w Wiedniu. Dwudziesta druga prawie, za kontuarem niewysoki (delikatnie mówiąc), łysiejący, drobny facet. Po angielsku mówi płynnie, choć z jakimś twardym akcentem, ale w Europie wszyscy tak mają, że angielski rzadko jest czysty. Nie, żebym był ekspertem, ale po dwudziestu latach podróży widać, że kiedyś pewnie po łacinie też ludzie różnie mówili.

źródło: marki.net.pl

– Państwo z Polski – mówi konus – a co się w Polsce mówi o Brzezińskim? To pozytywna postać dla Polaków?
Szczęka mi opadła…
– Że Brzeziński… ten ze Stanów?
– No ten doradca trzech prezydentów! To ważny Polak musi być! Co Polacy, ale tacy przeciętni, o nim mówią? Chciałbym się zorientować…
Chwila zastanowienia, niby Brzeziński Polakiem jest, niby Polsce pomógł, ale etatysta potworny, a jego ostatnie wypowiedzi jakieś takie koślawe były…. co tu powiedzieć?
– Wie Pan, my z żoną jesteśmy katolikami i tacy… bardziej za wolnością… to Brzeziński jest dla nas dość kontrowersyjną postacią…
– Bo wie Pan, tu w parlamencie w Wiedniu mówi się, że tu sporo ludzi o polskich korzeniach jest… ja się zastanawiam, dla kogo oni pracują, bo nie mogę pojąć, co się tu wyrabia…
– A ten pokój to ze śniadaniem? – pytam
– Nie, nie zamawiał pan ze śniadaniem. Ale po co panu śniadanie za 14 EURO od osoby? Przecież nie zje pan tyle. 300 metrów stąd jest piekarnia, a to są pokoje z aneksem kuchennym. Nie powinienem tego mówić, ale nie cierpię braku logiki. O… numer paszportu tu pan wpisze.
Wpisuję numer dowodu, prawie z pamięci…
– O! Widzę, że Pan prawie na pamięć pisze, często pan musi wpisywać.
– No wie pan, dowód to symbol niewolnictwa przecież… – prowokuję
– A tak, wie pan, że tu ludzie są podporządkowani temu, co mówią w mediach, jak niewolnicy. Mam czworo dzieci, chodzą tu do szkoły, ale umysły im tu do pudełka wkładają. Poza to pudełko nie umieją nic wyjrzeć, nic nie widzą.
– Bo to już tak jest, mówię, że niewolnictwo jest tu: stukam się w skroń.
– No właśnie… wie pan, ja jestem z Nepalu i tak się przyglądam, co się dzieje w tutaj wokoło. Ludzie wierzą politykom i oficjalnym wypowiedziom bezkrytycznie. Żadnego zastanowienia nie podejmują. Żadnego wysiłku intelektualnego.
– Wie pan, propaganda… to w Europie chyba powszechne zjawisko.
– No bo ci ludzie nie rozumieją nawet tak podstawowej rzeczy – mówi cieć – jak jakość życia. Oni się emocjonują nowym telefonem komórkowym, a nie chcą zauważyć, że umierają zaraz po pięćdziesiątce. Przecież dobre życie polega na długowieczności w pełnym zdrowiu.
– Moim zdaniem to jest propaganda socjalistyczna – mówię – ludzie wierzą, że jak na starość dostaną przywileje emerytalne, to ich jakość życia na starość będzie wysoka, ale nie rozumieją, że otrzymują tylko mgliste obietnice dobrobytu, opartego na uczestnictwie w rabunku dokonywanym na młodych współobywatelach.
– Bo to jest powiązane z etyką – dorzuca recepcjonista – a ludzie nie rozumieją, że bez wiary nie ma etyki. Religia nie ma znaczenia, religia to tylko forma wiary (tu się z nim nie zgadzam, tylko cytuję), ale etyka bez wiary nie istnieje. Ludzie pozbawieniu wiary są pozbawieni etyki.

Już późno, po 22.00, zmęczony po podróży odwracam się lekko, dając do zrozumienia, że już na nas czas. Ale widzę, że facet nieźle kombinuje. Pytam się na odchodne:
– A słyszał pan o ekonomii austriackiej?
– Nie, a co to jest?
– Krytykowana i niedopuszczana do mediów głównego nurtu teoria wyjaśniająca mechanizmy, których właśnie jesteśmy świadkami i o których teraz rozmawiamy. Są takie nazwiska, jak Mises, Rothbard… ciekawe, że właśnie jesteśmy w Austrii, a o nich większość Austriaków nie ma pojęcia.
Podkłada mi karteczkę:
– Tu: niech mi pan zapisze te nazwiska! Ja sobie ich poszukam w internecie.

Idąc do pokoju podekscytowani rozmawialiśmy z żoną: że jakie to dziwne, spotkać na recepcji hotelowej myśliciela, który ma takie głębokie refleksje. Że wśród pozornie wykształconych osób jest tak mało refleksyjnych, otwartych umysłów.
– To mógłbyś opisać na blogu – mówi żona – to ciekawa refleksja z podróży.

No to napisałem 🙂

4 Comments for "Wiedeński recepcjonista to jest to!"

  1. Łukasz 22 kwietnia 2013

    Rozbawił mnie ten fragment: „- mówi cieć”
    P.S. Chyba nie chwalił się Pan na blogu swoim kanałem na YouTube 😉
    http://www.youtube.com/channel/UCCfcQBqIwsLKUSIvwaUrrhg?feature=watch

    Odpowiedz
  2. Łukasz 22 kwietnia 2013

    A z ciekawości:
    czy jest możliwe takie klejenie elementów metalowych by wytrzymałość była zbliżona do spawu?

    Odpowiedz
    • Marek Bernaciak 22 kwietnia 2013

      Tak 😉

      Odpowiedz
      • Łukasz 23 kwietnia 2013

        Ma Pan na myśli kleje epoksydowe tzw. „płynny metal”?

        Odpowiedz

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

20:10